Nicholas Christopher VERONICA Tytuウ oryginaウu: Veronica" (Tウum, Kinga Dobrowolska) 1997 Czas jest jak ko・ co w sercu nam bieソy, Bez je歸歡a p鹽zi drogケ na nocy rubieソy. Wallace Stevens Dla Constance PODZIハKOWANIA Chciaウbym podzi麑owa・mojej pani redaktor, Susan Kamil, oraz swojej agentce, Anne Sibbald, za gorケce wsparcie i zach黎・do pracy. 1 Na dolnym Manhattanie jest taki zupeウnie nieprawdopodobny punkt, gdzie Waverly Place przecina si・z Waverly Place. To wウa從ie tam spotkaウem Yeronic・owej 從ieソnej i wietrznej nocy. Szukaウa kluczy na chodniku obok kamienicy z piaskowca przy klasztorze 忤i黎ej Zyty. Obja從iウa mi to za pomocケ maウej pantomimy - udaウa, ソe przekr鹹a niewidzialny klucz. Miaウa na sobie czarny pウaszcz i szerokoskrzydly kapelusz, spod ktego wylewaウa si・na ramiona kaskada czarnych wウos. Cie・kapelusza zakrywaウ jej oczy jak maska. Znalazウem te klucze: duソy, nader rnorodny zestaw na metalowym kku. Podzi麑owawszy mi skinieniem gウowy, wウoソyウa je do torebki i zerkn・a przez rami・w stron・Christopher Street. Podケソyウem wzrokiem za jej spojrzeniem, ale nie dostrzegウem nic prz ulicznej latarni; w stoソku 忤iatウa wok niej wida・by ウo padajケcy ukosem 從ieg, kty grzebaウ pobliski hydrant pod biaウケ zaspケ. - Zechcesz odprowadzi・mnie do Simej Alei? - poprosiウa pgウosem. Jeszcze raz zerkn・a w gウケb ulicy, jakby spodziewaウa si・tam kogo・ujrze・ ale nikogo nie byウo wida・ W ciszy sウyszaウem, jak pウatki 從iegu ocierajケ si・z metalicznym szelestem o nagie konary drzew. Ruszyウa przed siebie, mi鹽zy wirujケce pウatki - wyprostowana, z wウosami rozwianymi na wietrze. Tym odcinkiem chodnika nikt przed nami nie przechodziウ, wi鹹 pozostawiali徇y za sobケ gウ鹵okie 徑ady w 從iegu. Samochody na Sztej Alei poruszaウy si・wolno, w duソych odst麪ach, gniotケc koウami 從ieg. Na jedno mgnienie oka obriウa ku mnie o忤ietlonケ neonowym bウyskiem twarz. Potem zatrzymaウa taksk・i wsunケwszy mi w r麑・jakケ・kopert・ szybko wskoczyウa do wozu. Takska pognaウa na pnoc, prze徑izgujケc si・zwinnie mi鹽zy innymi autami. Z zegara na wieソy dawnego sケdu dla kobiet odczytaウem, ソe jest pierwsza pi黎na彡ie. Po prawej miaウem o忤ietlony na biaウo i zielono Empire State Building. Koperta kryウa w 徨odku zaproszenie na otwarcie - w przyszウym tygodniu, w jednej z galerii na Bond Street - wystawy pod tytuウem: Бrktyczna kra. Malarstwo olejne Remi Sing・ Wpychajケc kopert・do kieszeni, zdaウem sobie nagle spraw・ ソe nie odezwaウem si・do spotkanej przed chwilケ kobiety ani jednym sウowem. Nie zobaczyウem takソe jej oczu. 2 Byウy niejednakowej barwy: prawe - niebieskie, a lewe - zielone. A jej twarz widziana w blasku 忤iec w pierwszym momencie troch・mnie przestraszyウa, tak samo jak tamtej lodowatej nocy. Ujrzawszy jケ wtedy na ulicy, pomy徑aウem, ソe to tylko wytw mojej wyobra殤i: nieruchoma, l從iケca srebrzystケ po忤iatケ twarz. Delikatnie rze歟ione rysy, dウugi, prosty nos i szerokie usta przypominaウy do zウudzenia innケ twarz, ktケ sfotografowaウem caウe lata temu. Tamta nie naleソaウa do ソywej osoby - stanowiウa fragment fryzu, kty odnalazウem w徨 jakich・ruin niedaleko Werony. Przedstawiajケcy grupk・muzykant fryz, niegdy・ocieniony gzymsem, znajdowaウ si・wysoko na 忤iケtyni Merkurego, boga magii. Twarz, o ktej mi・ naleソaウa do jednego z muzyk. Przykuwaウa wzrok - byウa jak zagadka nie do rozwiケzania - i nigdy bym si・nie spodziewaウ, ソe pewnego dnia znajd・jケ u ソywej kobiety. Nie speszona mym badawczym spojrzeniem, bawiウa si・leソケcym przed niケ na talerzu pomidorem. Siedzieli徇y tuソ przy samym oknie w tybetakiej restauracji, maウej mrocznej dziupli przy Morton Street, nieopodal rzeki. 慶ian・zdobiウ fresk przedstawiajケcy klasztor Dalaj Lamy w Sera, wysoko w Himalajach. Okna klasztoru byウy niebieskie, a dach zウoty. Gskie szczyty w tle okalaウy pier彡ienie chmur. Poszedウem na to otwarcie wystawy, ale jej tam nie byウo. Remi Sing okazaウa si・mウodケ Euroazjatkケ z opaskケ na lewym oku. Miaウa na sobie rowケ skzanケ kurtk・z czerwonymi eklerami. Wszystkie jej obrazy byウy zupeウnie biaウe, a kaソdy przecinaウa w 徨odku czarna zygzakowata kreska. W galerii zastaウem tウumy. Wziケウem sobie z tacy kieliszek czerwonego wina. Remi Sing staウa, otoczona wianuszkiem wielbicieli, obok wysokiego, pot・nie zbudowanego, rudowウosego m・czyzny tuソ po pi・dziesiケtce, ktego czoウo znaczyウa zygzakowata blizna, taka sama jak linie z jej obraz. Na lewej dウoni miaウ czarnケ r麑awiczk・ Byウ pow彡iケgliwy i maウomny - paliウ jeden za drugim papierosy w bibuウce w czarno-biaウe pr麋i jak u zebry. Zauwaソyウem, ソe cho・ludzie garn麝i si・do niego, nikt nie podchodziウ zbyt blisko. Staウem niedaleko drzwi i wウa從ie po raz kolejny zerknケウem na zegarek, kiedy wpadウ na mnie jaki・smukウy, muskularny mウodzieniec w zamszowej marynarce i przydymionych okularach. U徇iechnケウ si・ ukazujケc garnitur swych bardzo rnych i bardzo biaウych z鹵. - Prosz・o wybaczenie - rzekウ. - Czy przypadkiem nie czeka pan tu na kogo・ - Moソliwe. Kim pan jest? - Tak. Pomy徑aウem sobie, ソe to mウby by・pan - miウ, wyciケgajケc z kieszeni wizytk・ - Veronica prosiウa, ソebym to panu przekazaウ. Na wizytce znalazウem nazw・i adres tej wウa從ie tybetakiej restauracji. Dabtong. Kiedy podniosウem wzrok znad papieru, tamten juソ rozpウynケウ si・w徨 tウumu. Wtedy wウa從ie po raz pierwszy usウyszaウem jej imi・ Kelner zebraウ juソ nasze talerze, a Veronica, myszkujケc po torebce w poszukiwaniu zapalniczki, poウoソyウa na obrusie p麑 kluczy, kty odnalazウem dla niej w 從iegu. Obrus przedstawiaウ wielkケ map・Tybetu, na ktej czerwonymi trkケtami pozaznaczano buddyjskie klasztory. Przyglケdaウem si・uwaソnie jej kluczom. Byウo ich razem szesna彡ie: do zamk medeco, segal i fichet, kluczyki do skrzynek pocztowych, pot・ny wytrych, jeden malei kluczyk oraz klucz do depozytu bankowego. Jeden z kluczy do drzwi wej彡iowych oznaczono wielkim X z czarnej emalii. Veronica paliウa indonezyjskie papierosy kretek, w ktych tyto・mieszany byウ z tウuczonymi go歸zikami. Kiedy miウa, sウowa ze徑izgiwaウy si・z jej peウnych warg wolno, czasem wr鹹z niech黎nie. Miaウa na sobie str uszyty w caウo彡i z materiaウu w pepitk・- suknia, kapelusz, szal i r麑awiczki. Sukienka i r麑awiczki byウy niebiesko-czarne, szal - czarno-niebieski, kapelusz za・- utrzymany w tej samej kolorystyce - przypominaウ fez ze srebrnymi chwo彡ikami i zウotym pikiem. - Jestem caウa w czarne dziury - oznajmiウa. - Takie jak czarne dziury w kosmosie. Wiesz, uwaソa si・ ソe mogケ one prowadzi・do innych czasoprzestrzeni. Do caウych wszech忤iat antymaterii. Ale my eksplodowaliby徇y w tej samej chwili, w ktej sprowaliby徇y przez nie przej懈. Kiedy wszedウem do restauracji, uniosウa dウo・w ge彡ie powitania, a potem przyglケdaウa si・uwaソnie, jak podchodz・ - Byウam pewna, ソe nie przyjdziesz - o忤iadczyウa. Kiedy siadaウem, moje nozdrza wypeウniウ mocny zapach jej perfum. Przez kilka minut ソadne z nas si・nie odezwaウo. Przy innej kobiecie byウoby to nie do zniesienia, lecz jej milczenie wydaウo mi si・kojケce. Potem zapytaウa, jak mam na imi・ - Leo - odparウem. - Czy spotkania z tobケ zawsze poprzedza tak skomplikowana procedura? - Nie zawsze. Gウodna jestem, a ty? A przecieソ ledwie tkn・a zawarto懈 swego talerza. Wypijaウa za to jednケ po drugiej filiソanki mocnej, czarnej herbaty, przyrzケdzonej na spos tybetaki: z masウem i solケ. A kiedy st uprzケtni黎o po posiウku, dalej jケ piウa, zamiwszy u kelnera trzeci dzbanek. - Jak ty b鹽ziesz spaウa? - zapytaウem, stukajケc palcami w dzbanek. - Niewiele sypiam - odparウa. Po drugiej stronie ulicy, w ciemnej szybie sklepu z antykami odbijaウ si・Ksi・yc w peウni wiszケcy obok wieソy ci從ie・budynku, w ktym wウa從ie si・znajdowali徇y. Noc byウa przejrzysta i chウodna. Poprosiウem o rachunek, ale kiedy si麋nケウem po portfel, nie znalazウem go. - Wiem - odezwaウa si・Veronica, gwaウtownym ruchem zduszajケc papierosa. - Zniknケウ tw portfel. - Nie wydawaウa si・wcale zdziwiona tym zdarzeniem. - Ja zaprosiウam ci・na kolacj・ wi鹹 ja zapウac・ Podniosウem si・i zaczケウem obmacywa・kieszenie. - Moje prawo jazdy, m... Skケd wiesz, ソe zginケウ? - Dostaniesz go z powrotem. - Poウoソyウa pieniケdze na stole. - Chod殞y. Wyszウa na ulic・i widziaウem przez okno, jak upaja si・nocnym powietrzem, jak wypuszcza przez nos kウ鹵uszki pary, podczas gdy ja sprawdzaウem jeszcze, czy portfela nie ma pod stoウem lub w pウaszczu. Udali徇y si・na wsch, w kierunku Morton Street. Stalowe podkki na zelkach jej czarnych but krzesaウy maleie iskry na pウytkach chodnika. - Co sケdzisz o obrazach Remi? - zapytaウa. - Czy tam wウa從ie idziemy? Z powrotem do galerii? U徇iechn・a si・- po raz pierwszy. - Nie. Cho・jestem pewna, ソe juソ nie miaウe・portfela, kiedy stamtケd wychodziウe・ - Skケd o tym wiesz? - Wiesz, ja i Remi chodziウy徇y do jednej szkoウy - stwierdziウa, unikajケc odpowiedzi. Znale殕i徇y si・teraz na Barrow Street. - Kim jest czウowiek z bliznケ? - zapytaウem. Rzuciウa mi szybkie spojrzenie, jej twarz st・aウa w oka mgnieniu. - Widziaウe・go? - Jak mogウem nie widzie・ To przecieソ on tak naprawd・stanowiウ centrum zainteresowania. W oge nie byウa・na tym otwarciu? - Nie - odrzekウa. -...
Filmy2026