full version(2).pdf

(4083 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
Stałam przed jakimś lustrem, które swoją wysokością przewyższało mnie
o metr. Jego tafla była gładka i błyszcząca. Wisiało przede mną na ścianie jakiegoś
dużego pomieszczenia. Ale co to jest za miejsce? Było mi zimno. Próbowałam
rozglądać się, ale niewiele docierało do moich oczu. Dostrzegłam tylko kilka, nie,
kilkanaście innych luster. Wisiały jedno obok drugiego, o różnych kształtach,
wielkościach i w różnych ramach. Były piękne, majestatyczne. Nigdy przedtem nie
widziałam tak wielu luster, w tak przecudownych formach. Próbowałam przejść po
sali, aby przyjrzeć się każdemu z osobna. Podczas wędrowania i oglądania ich
dostrzegłam okno, które zostało zasłonięte ciemną storą. Gdy ją odsunęłam, na
widok tego, co zobaczyłam, odskoczyłam. Ręce zaczęły mi się trząść, moje serce
zaczęło walić jak młotem.
Gdzie ja jestem?! Co się dzieje?!
Myśli kłębiły się w mojej głowie, a pytania same zaczęły się tworzyć, ale ja nie
potrafiłam na żadne odpowiedzieć. Gdy trochę się uspokoiłam, odwróciłam twarz
z powrotem w stronę okna i powoli zbliżyłam się do niego. Lasu, który za nim
zobaczyłam, nie znałam, a jego widok wywoływał na zmianę strach, przerażenie i
coraz to większą panikę.
Co to takiego? Co to znaczy?
W okamgnieniu kolejne pytania zaczęły mnożyć się w mojej głowie.
Usiadłam na krześle stojącym pod ścianą obok okna i zasłoniłam twarz rękami.
Próbowałam sobie przypomnieć, jak znalazłam się w tym miejscu i co robiłam
wcześniej. Jednak moje próby spełzły na niczym. Jedyne, co udało mi się osiągnąć,
to ból głowy.
Nagle podskoczyłam na dźwięk otwierających się drzwi. Nim zdążyłam
pomyśleć o ucieczce czy schowaniu się za jednym z luster opartych o ścianę, w
drzwiach pojawił się mężczyzna, a może chłopak — nie byłam pewna, ponieważ jego
ubiór nie pasował do twarzy. Bladoniebieska koszula nie dopięta pod szyją i luźno
opadająca na spodnie podkreślała jego posągową, chłopięcą twarz. Choć porażała
urodą, to jednak gdy jego wzrok zatrzymał się na mnie, wykrzywiła się i jakby
wyrażała przekonanie o tym, że powinnam tu być, a jednak jestem w
nieodpowiednim momencie.
Stał tak przez chwilę, która wydawała mi się wiecznością, aż w końcu
usłyszałam:
— Cześć — powiedział jak do dawnej znajomej.
— Znasz mnie?! Skąd się tu wzięłam?! Co ja tu robię?! — zalałam go pytaniami.
— Spokojnie, dziewczyno! Nie jesteś pierwsza ani ostatnia! — wykrzyczał
w moją stronę.
— Kim ty jesteś, żeby się tak do mnie zwracać?! — zagrzmiałam i nawet nie
zwróciłam uwagi na sens słów, które do mnie kierował.
— W takiej sytuacji myślisz o tym, w jaki sposób się do ciebie zwracam, a nie
zastanawiasz się nad swoim beznadziejnym położeniem? Dziwna jesteś — cedził
ostatnie słowa przez zęby.
Zauważyłam, że miał je idealnie proste i śnieżnobiałe.
— Zastanawiam się… — powiedziałam głosem coraz bardziej przytłumionym
i zgaszonym.
— To dobrze, bo myślałem już, że podróż tak źle na ciebie wpłynęła —
powiedział i odszedł do drugiego pomieszczenia, które znajdowało się za ścianą, na
której wisiało najokazalsze lustro. Lustro, które było pierwszym, które zobaczyłam,
gdy otworzyłam oczy.
— Podróż? Jaka podróż? — zapytałam, gdy wrócił z czymś w ręku, co
przypominało filiżankę, choć było większe i bardzo kolorowe.
— Już za dużo zadałaś pytań. Weź kubek i wypij kawę — powiedział i podstawił
mi go prawie pod nos.
Usiadł naprzeciwko mnie na krześle, które zaczęło skrzypieć przy każdym jego
ruchu. Mimo że nie pamiętałam nic na temat tego, kim jestem i co tutaj robię, to
czułam się dobrze i spokojnie przy nim. Jego wygląd, choć mało elegancki, sprawiał,
że chciało się na niego patrzeć, wręcz hipnotyzował mnie swoimi ruchami. Oczy,
w których odbijał się blask dnia wydawały się intensywnie zielone, a jego twarz, szyja
i ręce były blade, ale była to bladość piękna, perłowa. Włosy, które miał lekko
nastroszone, lśniły na słońcu i nieziemsko kontrastowały z bladością skóry i kolorem
oczu.
— Pamiętasz jak masz na imię? — nagle przerwał mi rozkoszowanie się ciszą.
— Pamiętam tylko, że mówią do mnie Karla, a czy jest to moje imię, tego nie
wiem — odpowiedziałam cicho i zaskoczyłam samą siebie tym, że potrafiłam sobie
o tym przypomnieć. — Może jeśli pamiętam o tym, to z czasem przypomnę sobie
resztę? — zapytałam z nadzieją w głosie.
— Wątpię — odpowiedział krótko i stanowczo, co zgasiło mój ostatni promyk
nadziei.
— Widzę, że przychodzi ci to bez trudu — powiedziałam oschle.
— Co takiego? — zapytał zaskoczony.
— Odbieranie ludziom nadziei — odpowiedziałam i odwróciłam przy tym głowę,
i spojrzałam w lustro, które odbijało mnie w całej okazałości.
— Mówię, jak jest. Po co mam ci robić nadzieję na coś, co raczej nie nastąpi,
ale ja nie będę nic więcej mówić. Przyjdzie tu za chwilę ktoś, kto wszystko ci wyjaśni
— powiedział z beztroską w głosie.
— Nareszcie jakieś konkrety… — powiedziałam i podeszłam do okna.
* * *
Słońce powoli zachodziło, a jego pomarańczowe promienie przebijały się przez
drzewa i świeciły mi prosto w twarz. Odchyliłam głowę do tyłu, aby rozkoszować się
tym przyjemnym uczuciem ciepła, którego tak bardzo mi brakowało. Włosy z ramion
opadły mi na plecy, odsłoniły przy tym moją szyję i korale, które nawet owinięte wokół
szyi sięgały do pasa. Nagle przypomniało mi się, że rozmawiam z kimś, kogo imienia
nie znam. Odwróciłam się szybko w jego stronę i zauważyłam, że siedzi on teraz
zupełnie inaczej niż wcześniej. Nie ma już rąk splecionych na piersiach. Teraz
połączone razem, palcami podpierały potylicę, a jego sylwetka była wygięta do tyłu.
Kiedy zmienił tę pozycję? Przecież krzesło, na którym siedzi wręcz wykrzykuje
skrzypnięciem każdy ruch siedzącej na nim osoby. Jego wzrok był wlepiony we mnie
i wydawało się, że siedzi tak specjalnie, aby lepiej mi się przyjrzeć.
— Jak masz na imię? — szybko zapytałam, aby odwrócić jego uwagę od
przyglądania mi się.
— Artur — odpowiedział, przy czym jego wzrok ani na moment nie drgnął.
— Uhm, ładnie — powiedziałam i uśmiechnęłam się tak serdecznie, jak tylko
potrafiłam.
— Hahaha — zaśmiał się.
— Co takiego powiedziałam?! — zapytałam ze złością.
— Nic złego nie powiedziałaś. Po prostu jesteś, hm, jakby to powiedzieć? Z
innej epoki.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i odwróciłam wzrok w stronę luster. W
najmniejszym z nich, które znajdowało się naprzeciwko mnie, zauważyłam swoje
odbicie. Powoli podeszłam, aby oddalić się od Artura i poprawić rozczochrane włosy,
które nie tworzyły jakiejś konkretnej fryzury. Każdy kosmyk leżał, jak tylko chciał.
Palcami więc przeczesałam włosy i ruszyłam w stronę innych luster, które teraz w
świetle zachodzącego słońca oczarowywały mnie jeszcze bardziej. Namalowane na
niektórych kwiaty i zwierzęta mieniły się cudownymi barwami. Postacie wyglądały jak
żywe, aż chciało się je dotknąć, aby sprawdzić, czy to naprawdę tylko farba i szkło.
Nagle, gdy zrobiłam krok do tyłu przy dźwięku skrzypiącej podłogi, poczułam, że na
coś nadepnęłam. Gdy odwróciłam głowę, odskoczyłam spłoszona, to był Artur.
— Podobają ci się? — zapytał, nie odrywając wzroku od jednego z luster.
— Tak. Nigdy takich nie widziałam — odpowiedziałam, po czym minęłam go.
Usiadłam na krześle stojącym naprzeciw okna i zaczęłam przyglądać się
bransoletce na mojej ręce. Była ze srebra i zostały na niej wygrawerowane jakieś
inicjały. Poczułam, że jest dla mnie ważna, ale dlaczego? Skupiłam na niej wzrok,
nawet nie zauważyłam, kiedy otworzyły się drzwi.
— Dobry wieczór! — krzyknął wysoki mężczyzna stojący w drzwiach.
— Dobry wieczór — odpowiedziałam cicho.
— Cześć, tato — powiedział Artur i odebrał od ojca płaszcz.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i przez chwilę przyglądał mi się bardzo
dokładnie. Dlatego miałam okazję zauważyć, że był dość młody, nie wyglądał na
kogoś, kto mógłby mieć syna w wieku Artura. Na twarzy tylko jedna zmarszczka
przebiegająca przez środek czoła, oczy ciemne, wręcz czarne, z których biły radość
i młodość. Jednak było coś, co mogło zdradzać jego wiek — włosy. Nieśmiałe, szare
kosmyki próbowały wybić się na pierwszy plan spomiędzy czarnych, wręcz kruczych
włosów. Pod wpływem jego wzroku poczułam się skrępowana i zaczęłam patrzeć na
Artura, jakbym oczekiwała od niego, że wybawi mnie z tej sytuacji. Jednak on stał
tylko za ojcem oparty o ścianę z założonymi na piersiach rękami i wyglądało na to,
że ma zamiar robić to samo, co ojciec.
— Artur powiedział ci, jak się tutaj znalazłaś? — nagle zapytał mężczyzna.
— Nie, proszę pana — odpowiedziałam cicho.
— Po pierwsze, to nie jestem żaden pan, tylko Adam — powiedział głośno
i wyciągnął w moją stronę rękę.
— Karla, miło mi — uśmiechnęłam się serdecznie i ścisnąwszy jego rękę,
odetchnęłam z ulgą, że nareszcie ktoś jest dla mnie miły i serdeczny.
— Chyba Artur nie był dla ciebie zbyt przyjazny. Nie przejmuj się. On już taki
jest — powiedział, jakby czytał w moich myślach, zniżył przy tym swój głos prawie do
szeptu i nachylił c się w moją stronę.
Uśmiechnęłam się tylko i spojrzałam kątem oka na Artura, który stał oparty
o ścianę. Nie miałam zamiaru zaprzeczać i kłamać z jego powodu. Poczułam się
przez niego urażona i chciałam w tym momencie to wyrazić.
— Ma pan rację. Przepraszam, masz rację — uśmiechnęłam się. — Był dość
tajemniczy i wyniosły — powiedziałam dość głośno ostatnie słowo, aby mieć
pewność, że Artur to słyszy.
— No tak… — zamyślił się Adam. — Ale nie po to tutaj przyszedłem, żeby
rozmawiać o zawiłym charakterze mojego syna, prawda? — zapytał z uśmiechem na
twarzy.
— Właśnie! — powiedziałam chyba zbyt głośno jak na odległość jaka nas
dzieliła.
— Proponuję więc przejść do pokoju obok, gdzie będziemy mogli sobie
spokojnie porozmawiać — powiedział, po czym odwrócił się do mnie plecami i
skierował w stronę drzwi, w których chwilę wcześniej zniknął Artur.
Bez chwili namysłu ruszyłam za nim. Jednak moje nogi nie nadążały za moimi
chęciami. Były jak z waty, a moje serce znów przyspieszyło napędzane strachem
spowodowanym tym, czego miałam się za chwilę dowiedzieć. Gdy weszłam do
pokoju, uderzyło mnie ciepło, które z niego biło, a także poczucie bezpieczeństwa,
którego tak bardzo teraz potrzebowałam.
— Usiądź proszę — powiedział Adam, który właśnie siadał na jednym z trzech
czekoladowobrązowych foteli znajdujących się w pokoju. Były bardzo wielkie.
Siedząc w jednym z nich, miałam ochotę wtulić się i zasnąć. Skupiona jedynie na
fotelach zapomniałam o Arturze, który krzątał się za mną i szukał czegoś
w szufladach małej komody stojącej przy ścianie za moim fotelem.
— Nie mogę tego znaleźć! — krzyknął nagle.
— Tutaj leży — ze spokojem powiedział Adam i sięgnął po kartkę leżącą na
stoliku stojącym pomiędzy nami.
— Co to jest? — zapytałam drżącym głosem.
— Informacje o tobie — odpowiedział Adam ze zmarszczonymi brwiami i nie
odrywał wzroku od kartki.
Gdy usłyszałam te słowa, głos we mnie zamarł i chociaż z całych sił chciałam
wstać i wyrwać mu tę kartkę z ręki, to jednak strach przed tym, co jest tam napisane,
sparaliżował całe moje ciało.
— Nie jesteś ciekawa? —Artur stanął za mną i zapytał ze zdziwieniem.
— Jestem! — krzyknęłam przestraszona jego niespodziewaną uwagą. — Mogę
zobaczyć? — zapytałam głosem przepełnionym przerażeniem.
— Oczywiście, proszę bardzo — powiedział Adam i podał mi kartkę.
Drżącymi rękami chwyciłam kartkę, na której znajdowało się tylko kilka słów:
„Karolina Afiss, 21, Strzępiny Dolne, 1960”.
— Nie tak dawno miałam urodziny — nagle powiedziałam, nadal wpatrzona
w kartkę. Nawet nie zastanawiałam się nad tym, co mówię i czy ktoś to słyszy.
— Naprawdę? — zapytał z zaskoczeniem Adam. — Przypominasz sobie coś?
— Nie wiem — powiedziałam w skupieniu. — Mam tylko takie nieodparte
wrażenie…
— Nie zaskakuje cię w żaden sposób to, co jest tutaj napisane? — zapytał Artur
ze zdziwieniem w głosie. — Ludzie zazwyczaj krzyczą, płaczą, a nawet wybiegają
stąd i nigdy nie wracają — powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy, jakby
smutek i przerażenie innych ludzi napawały go wielką radością.
— Nie, jakoś nie dziwi. Jest to dla mnie w jakiś sposób oczywiste, ale nie wiem
dlaczego — powiedziałam i powoli przeniosłam wzrok z kartki na Adama, który się
nad czymś się zastanawiał.
— To dobry znak — nagle powiedział.
— Dlaczego? — zapytałam.
— Istnieje duża szansa, że wszystko sobie przypomnisz. Zwracaj uwagę na
sny. Mogą się w nich pojawić jakieś ważne wydarzenia z twojego życia — powiedział
Adam i spojrzał na stojącego obok mnie Artura.
— Dobrze, ale najbardziej zastanawia mnie to, w jaki sposób się tutaj
znalazłam? Dlaczego nic nie pamiętam? Skąd macie te informacje na mój temat? —
zapytałam wpatrzona w ciemne oczy Adama.
— Po kolei — przywołał mnie do porządku Artur.
— Pamiętasz, co było pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłaś po przebudzeniu? —
zapytał Adam, zaglądając jednocześnie do kubka z kawą.
— Lustro — odpowiedziałam krótko, aby jak najszybciej doszedł do sedna
sprawy.
— Właśnie. To lustro nie jest takim zwykłym lustrem — powiedział spokojnie
i spojrzał znacząco na syna — jakby ci to powiedzieć, żeby cię nie przestraszyć jak
innych? — zastanawiał się głośno Adam.
— Najlepiej prosto z mostu — rzuciłam mimochodem.
— Skoro tak bardzo chcesz — zwlekał Adam. — To lustro daje możliwość
podróży zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość. Jednak osoby, które lekceważą
historię, która jest napisana na jego odwrocie i w żartach wypowiadają zawarte tam
słowa w pewnej kombinacji, nagle znajdują się w zupełnie innych czasach i tak jak ty
po przebudzeniu nic o sobie nie wiedzą — przerwał Adam, aby nabrać w usta trochę
kawy.
— Co takiego?! To który wy macie rok?! — krzyknęłam.
— 2010 — cicho powiedział Artur zza moich pleców.
— Więc na kartce liczba 1960 oznacza rok, z którego tutaj przybyłam? —
zapytałam z niedowierzaniem.
— Możliwe — powiedział ze spokojem Adam.
— Co to znaczy „możliwe”? — zapytałam i spojrzałam złowrogo w stronę
Adama.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin