KHALIL GIBRAN
PROROK
Z języka angielskiego przełożyła
BARBARA SITARZ
PLUTON ŚWIDNICA 1991
ISBN 83-900280-0-0X
Redakcja: Jan Stolarczyk
Projekt okładki: Lesław Markiewicz
Redakcja techniczna: Czesław Nowak
Copyright by Barbara Sitarz - New York 1991
PRZYBYCIE OKRĘTU
A
lmustafa, wybrany i ukochany, który był świtem swoich własnych dni, dwanaście lat czekał w grodzie Orfalezu na okręt, mający go zabrać z powrotem na wyspę narodzin jego.
I w dwunastym roku, siódmego dnia miesiąca Ielool, miesiąca zbiorów i dojrzewania, wspiął się na wzgórze położone poza murami miasta i spojrzał w kierunku morza; i oto ujrzał swój okręt, nadpływający wraz z mgłą.
A wtedy bramy jego serca rozwarły się szeroko i radość jego wzniosła się daleko ponad morzem. I zamknął oczy i modlił się w cichości swej duszy.
Ale gdy schodził ze wzgórza, ogarnął go smutek i w głębi swego serca pomyślał:
Jakżeż mogę tak odejść, w pokoju i bez żalu? Nie, nie opuszczę przecie tego miasta, nie raniąc tym samym mej duszy.
Bez końca wydawały się być dni bólu, które spędziłem za jego murami i długie były noce samotności; a któż uciec może od bólu swego i samotności, dni minionych nie żałując?
Zbyt wiele cząstek mej duszy rozbiłem na bruku tych uliczek i zbyt wiele jest dziećmi mojej tęsknoty, wędrującymi nago pomiędzy wzgórzami; a ja nie potrafię oderwać się od nich bez bólu i goryczy.
Nie szata to jest, którą mi dzisiaj przyszło zrzucić, lecz skóra, którą zdzieram własnymi rękoma.
Nie jest to również jeno myśl, którą poza sobą zostawiam, lecz serce od głodu i pragnienia słodkie.
Nie mogę już dłużej zwlekać.
Morze, które wszelkie istoty do siebie przywołuje, woła i mnie, i trzeba mi wreszcie wsiąść na okręt,
Jako że pozostanie, gdy godziny spopielają się w noc, oznaczałoby zastygnięcie w zimnej formie kryształu.
Chętnie wziąłbym ze sobą wszystko to, co tutaj pokochałem, lecz jakże to uczynić?
Głos nie zdoła unieść języka i warg, które dodają mu skrzydeł. Sam musi wznieść się w przestworza.
I samotnie, bez swego gniazda, lecieć musi orzeł ku słońcu.
Teraz, gdy zszedł do stóp wzgórza, odwrócił się ponownie w kierunku morza i ujrzał swój okręt, zbliżający się do portu,
a na jego dziobie — marynarzy, mężów z ojczystego kraju.
I dusza jego zakrzyknęła do nich, i rzekł:
Synowie mej starej matki, jeźdźcy morskich prądów, jakżeż często żeglowaliście w mych snach. A teraz oto nadchodzicie w przebudzeniu, które jest mym snem najgłębszym.
Gotów jestem do drogi, a pragnienie moje pod pełnymi żaglami oczekuje na wiatr.
Jeszcze tylko jeden oddech zaczerpnę w tym cichym powietrzu, jeszcze jedno czułe spojrzenie rzucę poza siebie,
A potem stanę pomiędzy wami, żeglarz wśród żeglarzy,
I zatopię się w twym bezkresie, morze ogromne, bezsenna matko, która sama jesteś pokojem i wolnością dla rzeki i strumienia,
Jeno w jednym jeszcze ten strumień zwinie się skręcie, jeno raz jeszcze zaszemrze w dolinie.
I wtedy przyjdę do ciebie, bezgraniczna kropla w bezgranicznym oceanie.
A idąc, ujrzał z daleka mężczyzn i kobiety, opuszczających pola swe i winnice, i spieszących w kierunku bram miasta.
I słyszał ich głosy, nawołujące jego imię, gdy pokrzykując z pola na pole, o przybyciu jego statku rozgłaszali.
I rzekł do siebie:
Czyżby dzień rozstania miał być dniem zbiorów?
I czy rzec można, że zmierzch mego życia stał się w istocie jego świtaniem? I cóż mam dać temu, który swój pług na miedzy porzucił lub temu, który koło swej winnej prasy zatrzymał?
Czy serce moje przemienić się ma w drzewo owocami brzemienne, które mógłbym zbierać i między nimi rozdzielać?
I czy pragnienia moje tryskać mają niczym zdrój czysty, tak bym kielichy ich mógł napełniać?
Czyż jestem harfą, że ręka Wszechmocnego mnie dotyka, czy też fletem, że przenika mnie oddech Jego?
Jestem poszukiwaczem ciszy, a jakiż to skarb w ciszy znalazłem, który, ufności pełen, mógłbym rozdzielać?
Jeżeli jest to dzień mych zbiorów, to na jakie pole rzuciłem to ziarno i o jakiej roku zapomnianej porze?
Jeśli to prawdziwie godzina, w której mam unieść w górę swój kaganek, nie mój to płomień, który się w nim spalać będzie.
Pustą i mroczną wzniosę mą latarnię, A anioł nocy niechże ją olejem napełni i płonąć pozwoli.
Wszystko to wyrzekł głośno, lecz w sercu jego, słów niewypowiedzianych wiele pozostało. Jako że tajemnicy najgłębiej ukrytej wyrazić nie potrafił.
A kiedy wkroczył do miasta, jego mieszkańcy wyszli mu na spotkanie, nawołując go zgodnie, niby jednym głosem.
A starsi grodu zbliżyli się doń ze słowami:
Nie odchodź jeszcze od nas. Południem byłeś w naszym zmierzchu a twoja młodość sny nam dała do wyśnienia.
Ani obcym nie jesteś wśród nas, ani gościem, lecz synem naszym, ukochanym najtkliwiej. Nie skazuj oczu naszych by cierpiały, widoku twej twarzy głodne.
A kapłani i kapłanki rzekli mu:
Nie pozwól, by fale morza nas teraz rozdzieliły i aby lata, które pośród nas spędziłeś. wspomnieniem jeno się stały.
Wniosłeś ducha pomiędzy nas, a twój cień rozświetlał nasze twarze. Wielce cię kochaliśmy, lecz miłość nasza była niema i pod welonem ukryta.
Teraz dopiero krzyczy do ciebie głośno i staje przed tobą obnażona.
I od wieków już tak jest, że miłość swą głębię w godzinę rozstania poznaje.
A inni również podeszli i błagać go poczęli usilnie. Nic odpowiedział im jednak. Zwiesił tylko głowę, a ci, którzy stali najbliżej, ujrzeli łzy spadające na jego piersi.
Po czym i on, i ów tłum cały, udali się w kierunku wielkiego placu, który roztaczał się przed świątynią.
A wtedy z sanktuarium wyszła niewiasta, której imię brzmiało Almitra. I dana jej była moc jasnowidzenia.
A on spojrzał na nią ze wzbierającą czułością, jako że była ona tą, która go pierwsza odszukała i w niego uwierzyła, gdy zaledwie dzień jeden przebywał w tym mieście.
I powitała go tymi słowy:
Proroku Boga Wszechmocnego, w pogoni za ostatecznym długo przemierzałeś przestrzenie, swojego statku szukając.
I oto okręt twój nadpłynął i trzeba ci odejść.
Wielka jest twa tęsknota za krajem twoich wspomnień i pomieszkaniem największych twych pragnień; i ani miłość nasza cię nie przywiąże, ani potrzeby nasze cię nie zatrzymają.
Prosimy cię jednak, zanim nas opuścisz, byś do nas przemówił i prawdą swoją nas obdarował.
A my ją dzieciom naszym zaniesiemy, a one dzieciom swoim, i zginąć jej nie pozwolimy.
W samotności swojej przyglądałeś się naszym dniom, a czuwając, nasłuchiwałeś naszego płaczu i śmiechów pośród snu.
Odsłoń nam tedy nas samych i powiedz nam o tym, co ci objawiono, a co pomiędzy narodzinami i śmiercią się rozciąga. I odrzekł:
Ludu Orfalezu, o czym mam mówić, jak nie o tym, co wciąż na nowo wzburza wasze dusze?
O MIŁOŚCI
W
tedy Almitra rzekła: Powiedz nam o Miłości.
A on podniósł głowę i spojrzał na ludzi, i cisza zapadła pomiędzy nimi. I wielkim głosem przemówił:
Gdy miłość cię zawoła, podążaj za nią, chociaż jej ścieżki strome są i wyboiste.
A kiedy jej skrzydła cię obejmą, poddaj się, chociaż miecz między nimi ukryty zranić cię może.
A jeśli przemówi do ciebie, uwierz jej, chociaż jej głos twe sny może roztrzaskać jak wiatr północny, co szkody czyni w ogrodzie.
Jako że miłość nakłada na twą głowę koronę, a zarazem krzyż na twe barki, tak do wzrastania twego, jak i oczyszczenia się przyczynia.
I chociaż wznosi się wysoko i pieści najdelikatniejsze twe gałązki, w promieniach słońca drżące, to osuwa się również ku twoim korzeniom i wstrząsa nimi, choć w ziemię się wtulają.
Ogarnia cię sobą jak zboża snop.
Bije cię, aż stajesz przed nią nagi.
Przesiewa, by od plew cię uwolnić.
Miele cię aż do białości.
Ugniata, aż staniesz się giętki;
A potem poświęca cię swemu świętemu ogniowi, tak byś stał się świętym chlebem na Boga świętą ucztę.
Wszystko to miłością niech cię napełni, tak abyś tajemnicę swego serca poznał i z wiedzą tą stał się cząstką serca Żywota.
Jeśli jednak w bojaźni swej szukać będziesz w miłości pokoju jeno i rozkoszy,
To lepiej będzie dla ciebie przykryć swą nagość i z tego młyna miłości precz odejść,
Do świata o jednej porze roku, gdzie będziesz się śmiał, lecz nie wszystkimi śmiechami, i płakał, lecz nie łzami wszystkimi.
Miłość nie daje niczego oprócz siebie i nie żąda niczego, jak tylko siebie.
Miłość nie posiada niczego i również jej nie można posiąść;
Jako że miłość zaspokaja jeno miłość.
Jeśli kochasz, nie mów: "Bóg jest w mym sercu", lecz raczej: "Jestem w sercu Boga".
I nie twierdź, że zdołasz pokierować ścieżką miłości, gdyż to miłość, jeśli uzna cię godnym, swoją ci ścieżkę wyznaczy.
Miłość nie pożąda niczego oprócz swego spełnienia.
Jeśli jednak kochasz i pełen jesteś pożądań, niechaj pożądaniem twym będzie: Rozproszyć się i być jak rwący potok, który swą melodię śpiewa ciemnej nocy.
Poznać ból zbyt wielkiej czułości.
Zostać zranionym przez własne rozumienie miłości;
I krwawić chętnie i radośnie.
Budzić się o świcie z uskrzydlonym sercem i składać Bogu dzięki za następny dzień miłowania;
Wypoczywać w skwarne południe, rozpamiętując miłosną ekstazę,
I z uczuciem wdzięczności o zmierzchu do domu wracać;
A potem z modlitwą za ukochaną w sercu i z pieśnią pochwalną na ustach zasypiać.
O MAŁŻEŃSTWIE
tedy Almitra znowu przemówiła i rzekła: A co nam powiesz o Małżeństwie, mistrzu?
I odpowiedział tymi słowy:
Razem się zrodziliście i razem będziecie na wieki.
Będziecie razem, gdy białe skrzydła śmierci dni wasze rozproszą,
Będziecie razem nawet w cichej pamięci Boga.
Zważcie jednak, by w owym byciu razem rozpostarły się również przestrzenie niczyje, tak, aby między wami wiatry niebios tańczyć mogły.
Kochajcie się nawzajem, ale nie czyńcie z miłości kajdan:
Niech będzie ona raczej morzem, falującym pomiędzy brzegami waszych dusz. Napełniajcie sobie wzajemnie kielichy, ale nie pijcie z jednego.
Częstujcie jedno drugie chlebem, ale nie jedzcie z tego samego bochenka.
Śpiewajcie, tańczcie i weselcie się pospołu, ale niech każde z was zachowa swą samotność.
Podobnie struny lutni: chociaż każda osobno, dźwięczą tą samą muzyką.
Ofiarujcie sobie serca, ale nie w jasyr żadnego z was.
Jako że tylko ręka Żywota może serca wasze posiąść.
I stójcie razem, lecz nie za blisko siebie:
Gdyż filary świątyni stoją osobno,
A dąb i cyprys nie wzrastają w swym cieniu.
O DZIECIACH
niewiasta, tuląca dziecię do swego łona, rzekła: Powiedz nam o Dzieciach.
I odrzekł:
Dzieci wasze nie waszymi są dziećmi.
Są synami i córkami tęsknoty Żywota za własnym spełnieniem.
Przechodzą przez was, lecz z was nie pochodzą.
I chociaż są z wami, nie do was należą.
Możecie im dać swoją miłość, lecz nie myśli wasze,
Jako że swe własne myśli posiadają.
Możecie gościć ich ciała, lecz nie dusze ich,
Gdyż ich dusze zamieszkują w domu należącym do jutra, którego nawet w snach waszych odwiedzić nie zdołacie.
Możecie usiłować być podobnymi do nich, lecz nie próbujcie nawet uczynić ich podobnymi do was.
Jako że życie się nie cofa ani na dzień wczorajszy nie czeka.
Jesteście łukami, z których dzieci wasze, niby żywe strzały wysyłane są w przyszłość.
A Łucznik szuka znaku na ścieżce nieskończoności i gnie was swą potęgą tak, aby strzały Jego szybowały chyżo i daleko sięgały.
Niech ugięcie wasze w rękach Łucznika szczęściem napełnione będzie;
Gdyż tak jak kocha On strzałę, która w przestrzeń wzlata, tak również łuk, który jest stabilny, miłością darzy.
O DAWANIU
P
otem pewien bogaty człowiek rzekł: Powiedz nam o Dawaniu.
I odpowiedział:
Dajecie, lecz niewiele, gdy częścią majątku swego się dzielicie.
Tylko wtedy, gdy siebie ofiarujecie, dajecie prawdziwie.
Jako że cóż to jest majątek, jak nie przedmioty, które skrzętnie zbieracie i pilnie strzeżecie w obawie o potrzeby jutrzejsze?
A jutro, co jutro przyniesie rozważnemu psu, kości zakopującemu w bezkresnym piasku, gdy za pielgrzymem do świętego miasta podąża?
A cóż jest lękiem o potrzeby, jak nie potrzebą samą?
Czyż strach przed pragnieniem, gdy źródło wasze jest pełne, nie jest pragnieniem, którego ugasić nie sposób?
Są tacy, którzy dają niewiele z mnogości, jakie posiadają - i dają to dla zdobycia uznania, a ukryte żądze zatruwaj ą ich dary.
A są również tacy, którzy mają niewiele i wszystko to oddają.
Ci wierzą w życie i jego hojność, a kufer ich nigdy pustym stać nie będzie.
Są tacy, którzy dają z radością, a radość ta jest ich nagrodą.
I są tacy, którzy dają z bólem, a ból ten jest ich oczyszczeniem.
A są też tacy, którzy dają, lecz nie odczuwają przy tym ani bólu, ani radości nie szukają, ani nawet nie robią tego ze świadomością męstwa;
Czynią to tak jak ów mirt w dolinie, który swe wonie upojne w przestrzeń rozsnuwa.
Poprzez ich ręce Bóg przemawia i spoza ich źrenic do ziemi się uśmiecha.
Dobrze jest dawać, gdy jest się o to proszonym, lecz lepiej dawać nie pytanym, gdy zrozumienie jeno nas ku temu skłania;
A dla tych, których dłonie są otwarte i darów pełne, poszukiwanie tego, który je otrzymać winien, większą jest radością niż dawanie samo.
I czy jest coś, co byście zatrzymać pragnęli?
Wszak wszystko, co posiadacie, będzie kiedyś oddane;
Bądźcie przeto hojnymi teraz, aby pora dawania do was należała, a nie do spadkobierców waszych.
Powtarzacie często: "Dałbym, lecz tylko tym, którzy na to zasługują".
Drzewa w twoim sadzie tak nie szepczą ani stada na twoim pastwisku.
Dają, aby móc przeżyć, gdyż wstrzymywanie się zgubę dla nich oznacza.
Z pewnością ten, kto godnym jest otrzymywania daru dni swych i nocy, godnym jest również wszystkiego innego od ciebie.
A ten, kto zasługuje, by pić z oceanu życia, zasługuje również na to, aby swój kielich w twoim strumyku napełnić.
A jakaż zasługa jest większą nad ufność i odwagę, a nawet miłosierdzie, których potrzeba, aby dar przyjąć?
I kimże ty jesteś, że ludzie rozrywać mają swe łona i dumę swą obnażać tak, abyś ujrzeć mógł godność ich nagą a 31 dumę nie zmieszaną?
Zważ najpierw, abyś to ty zasłużył, by ofiarodawcą być i instrumentem dawania.
Jako że zaprawdę, życie to jest, co życiu ofiarę składa - podczas gdy ty, który za dobroczyńcę się uważasz, świadkiem jeno jesteś.
I wy, którzy dary przyjmujecie, a przecie wszyscy obdarzani jesteście, nie nakładajcie na siebie ciężaru wdzięczności, abyście nie włożyli jarzma na barki swoje i tego, który wam ofiarował.
Wznieście się raczej razem z ofiarodawcą na darach jego niby na skrzydłach. Jako że być przesadnym co do swego
długu, oznacza powątpiewanie w szczodrobliwość tego, który ma ziemię hojności pełną — za matkę, a Boga — za ojca.
O JEDZENIU I PICIU
otem pewien stary człowiek, właściciel gospody, poprosił: Powiedz nam o Jedzeniu i Piciu.
A on odrzekł:
O, gdybyście mogli żyć zapachem ziemi jedynie i jak rośliny ze światła energię czerpać!
Ponieważ jednak zabijać musicie, by jeść, i nowo narodzone stworzenia z mleka matki karmiącej obrabowywać, by pragnienie swe ugasić, niechże to aktem cz...
Leda20