trzeci.rtf

(8 KB) Pobierz

Jeden w wielu wieczorów spędzanych u znajomych. Jedyna jego wyjątkowość tkwi w tym, że wszyscy mają wolne, są w końcu ferie. Nie wiem dlaczego ta trójka szesnastoletnich osobników tak zajmuje mój czas. Może chce zobaczyć namiastke świata, z którym nie mam na co dzień styczności. Może trochę im zazdroszczę tego olewatorskiego podejścia do przysżłości. A może po prostu zbyt długo ich znam by byli mi obojętni i bym mogła zostawić ich samym sobie w tej morderczej ceremonii.

 

Siedzimy w czwórke w domu Chudego. Ja, Bednar (Damian Bednarski), Chudy (Krzysiek Chudzianowski) i Majkel (Michał Wręcki). Jego rodzina opuściła gawrę na jakiś tydzień zostawiając parę złotych na jedzenie. Oczywiście kwota ta znalazła już inne zastosowanie. Na stole jest około piętnastu gramów amfetaminy. Charakterystyczny zapach, przypominający rzeżuchę lub jakies świezo zerwane kwiaty, uderza w nozdrza. I jestem jedyną osobą która nie bierze tego gówna. Chudy, niczym mistrz jakiejś szamańskiej ceremonii, oddziela od dużej porcji trzy mniejsze. Robi to z niejakim namaszczeniem, pieczałowicie formując każdą kreskę. Gdy mistrz zdecyduje, że ułożył je wystarczająco równe daje reszcie zwitkę zrobioną ze stuzłotowego banknotu. Wszyscy trzej wciagają ścieżki zrobione moim dowodem osobistym. Majkel najmniejszą, zresztą jest on postury ofiary auschwitz. Bednar około dwa razy dłuższą, ma juz lekka wprawę. Od czterech dni, dzień w dzień, "wali nocha" tak dla zasady. Zanim zabrali go do poprawczaka miał dwumiesięczną sesję z niewielkimi przerwami. By przetrwac noc potrzebuje teraz około szesciu gramów. Na początku wystarczało mu jakieś pół grama. Chudy oddziela od całości dośc dużą ilość białego puchu i formuje z tego linię długości książki formatu niewiele mniejszego od A4. Tak właśnie kończy człowiek, który od trzynastego roku życia praktycznie nie przeżywa dnia bez odpowiedniej dawki śniegu. "Bomba" wjeżdża im po trzydziestu minutach. Rozszerzone źrenice, słowotok to najbardziej widoczne objawy. Oczywiście najbardziej uderzyło Majka. W życiu brał to może ze trzy razy a teraz dostał dość sporą dawkę. Siedzi wpatrując się w telewizor by nie dać nic po sobie poznać. Bednar siedzi wgapiony w telefon, przebiera palcami z prędkością światła. Chudy próbuje zabawiać towarzystwo ględząc bez sensu. Nie potrafi on mówic o niczym innym niż o "bombach" i o tym, ile to on nie wyćpał. Pamiętam lata temu był postury dorodnego pontona. Dziś ma około czterdzieści kilo mniej. Jak sam mówi, nie pamięta kiedy ostatnio przespał spokojnie noc ani kiedy zjadł ze smakiem ciepły posiłek.

 

Swoją drogą, czyż nie jest to smutne, właśnie patrzę jak ci trzej młodzi ludzie staczają się w przepaść, z której prawdopodobnie nie wyjdą. O Majka się nie boję, on nie ma pieniędzy na takie zabawy. Zresztą, pod względem używek ma najbardziej poukładane w głowie. Nie widzi w tym sesnu życia ani sposobu na to, by to życie ulepszyć. Chudzianowski już od dawna jest skreślony. Jego świat przybrał postać białego proszku. Gdyby ktoś zrobił mu badania krwi to nie odnalazłby krwinek w amfetaminie. Zaczyna też sięgać po coraz to mocniejsze używki co jest klasycznym przykładem popadania w nałóg. Damiana żałuje najbardziej. Jemu podoba się życie z dnia na dzień, nie boi się eksperymentować. Na szczęście często uspokaja mnie stwierdzeniami, że robi to po prostu z nudów. I mam nadzieje, że przyjdzie wielki dzień światowego ogarnięcia się i przejży wasć na oczy. Poza tym, znam go od berbecia, jest mi bliższy niż brat i boję się o niego. Zawsze do mnie zwraca się o pomoc i to ja jestem jego ostatnia ostoją.

 

Nagle Chudy sięga po telefon, krótka rozmowa, umówił się z kimś na dwudziestą. Zaczyna chodzić w te i wewte, gada w kółko bez sensu, ciągle dzwoni do tej osoby, walnął ze dwie kreski dodatkowo. Po umówionej godzinie dowiadujemy się o co chodziło. Mefedron. Dziesięć razy mniejsza dawka daje dziesięć razy lepszy efekt niż amfetamina. Oczywiście dziesięć razy bardziej wyniszczając organizm. W życiu nie słyszałam tej nazwy. Oczywiście odmówiłam przyjęcia tej substancji. Majki poszedł do domu. Nie chciał być tego świadkiem. Krzysiek, bo tak brzmiało prawdziwe imię chudego, szybko wysypał zawartość torebki na stół. Oddzielił wąską "szpilkę", resztę zamknął szczelnie. Mówił, że jest tego jeden gram. Oddzielił od tego jakąś jedną dziesiątą grama. Twierdził, że taka dawka mu wystarczy. Wyciągnął od Bednara stówę, zwinął w rurkę i przytwierdził do nosa. Zbliżył się do stołu i szybkim ruchem wyczyścił jego powierzchnię z białych kryształów (takiej konsystencji jest owy mefedron). Wyprostował się, zaczął pociągać nosem, mrużyć oczy.

- Ty, kiedy to zaczyna działać?- zapytałam widząc jego reakcje

- Szybko- odpowiedział między jednym a drugim pociągnieciem nosa

- To znaczy kiedy?

- Już!

I to był ostatni objaw jakiegokolwiek kontaktu tego osobnika ze światem zewnętrznym.

W ciągu dziesięciu minut chodząc tylko po mieszkaniu pokonał odległośc jakiś dwudziestu kilometrów. Źrenice miał szerokości oczodołów, słowotok był na tyle intensywny, że nic rzeczowego nie można było z niego wyciągnąć. Cała jego skóra przybrała barwę białą, wargi mu zbladły a na czole pojawił się pot. Cały czas twierdził, że mu zimno, władował się pod trzy kołdry a zapalić wyszedł w dwóch kurtkach. Po czterdziestu minutach zaczął się trząść, mówił, że serce mu strasznie wali, w pokoju jest strasznie jasno mimo, ze świeciła się tylko lampka przy biurku. Każde nasze słowo, nawet wypowiedziane szeptem, odbierał jak krzyk wokalisty deathmetalowego. Byłam bliska wybrania numeru pogotowia, ale Bednar mnie powstrzymywał. Patrzyliśmy na niego nie wiedząc za bardzo, co zrobić w zaistniałej systuacji. Oczywiście w prześwitach świadomości opisywał swój stan bliski zapaści, ale ani on, ani my nie mogliśmy nic na to poradzić.

Minęło półtorej godziny nim Chudy zaczął wracać do naszego świata. Dawno nie widziałam go tak wystraszonego. Facet, dla którego wzięcie grama amfetaminy na raz nie jest żadnym wyczynem, nagle spotulniał, bał się wziąc więcej, mówił o tym, że czuł się niemiłosiernie źle.

Jednak po chwili stwierdził, że faza była dobra, że w życiu czegos takiego nie miał, że musi jescze raz. Cóż mogliśmy uczynić. Niestety, tym razem zabrał Bednara w swoją podróż. Wymieszał mu amfetaminę z mefedronem. Dobrze, że był w stanie ocenić na ile Damian może sobie pozwolić. Wykazałam się skrajną nieodpowiedzialnością i zostawiłam ich samym sobie. Nie mogłam dłużej na to patrzeć, wolałam dopiero rano wysłuchać, co też przez noc się wydarzyło. Kładąc się czułam zmęczenie psychiczne. Niemal takie, gdy gnałam przez pół Polski by ratować tego idiotę Damiana z opresji. A to była ciekawa historia. Taka dawka mocnych wrażeń wystarczy na jeden wieczór.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin