Jassin.docx

(31 KB) Pobierz

Imię: Jassin

Klasa: III

Skrzydła: 3 pary, czarne

Aureola: błękitna, podwójna

Specjalizacja: Anioł Snu

Wygląd ogólny:

·         Włosy: kruczoczarne, za uszy, wiecznie w nieładzie, opadają na oczy.

·         Oczy: elektryczny błękit, długie rzęsy

·         Skóra: biała jak śnieg

·         Twarz: szczupła, trójkątna

·         Wzrost: 186cm

·         Waga: 68 kg

·         Znaki szczególne: czarne paznokcie; kolczyk w uchu; zawsze nosi skórzane rękawiczki bez palców

Broń: Dreamdealer

Miejsce zamieszkania: Tarasy Śmierci

 

- Nigdy nie sądziłem, że do tego dojdzie – westchnął smutno siedzący za biurkiem anioł, odkładając papiery na blat. Podrapał się po łysiejącej głowie, poprawił bladozieloną aureolę i spojrzał na stojącego przed nim młodzieńca skutego ciężkim łańcuchem. Ciężkie okowy niewoliły jego kostki i nadgarstki, szyję lekko uciskała żelazna obroża. Błękitna aureola lśniła nisko nad jego głową. Gęste, czarne jak bezgwiezdna noc włosy zakrywały połowę bladej twarzy, lecz urzędnik wciąż mógł widzieć błysk błękitnych oczu. Jedynych takich w całym Królestwie. Ich spojrzenie, pełne nienawiści oraz gniewu, który jeszcze nie minął, napełniało bólem serce starego anioła.

- Każdy. Naprawdę, każdy! Tylko nie ty… - szepnął smutno i sięgnął po długie, białe pióro. – Usiądź.

- Gdzie? – rzucił krótko tamten, patrząc spode łba na swojego rozmówcę. Ten skinął ręką. Przed chłopakiem pojawiło się drewniane krzesło. Zadzwoniły łańcuchy, młodszy anioł usiadł i, odrzuciwszy do tyłu grzywę włosów z twarzy, rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu:

- Słuchaj no, Eithan. Zróbmy to szybko i bezboleśnie, dobrze? I tak mam przegwizdane, więc po co to przeciągać?

- Nie mogę zacząć bez przedstawiciela Sądu – odrzekł Eithan. – Powinien zaraz się zjawić.

- Sądu? – zdziwił się brunet, po czym dodał cicho, jakby ucieszony tą wiadomością. – Nie sądziłem, że zaangażują do tego Sąd.

- Coś podobnego nie zdarzyło się tutaj od… Od setek lat! Dlatego…

- Dlatego Sąd był nieugięty jeśli chodzi o wyrok – dokończył głos dobiegający od drzwi, po czym rozległy się kroki. W kręgu światła jedynej wiszącej u sufitu lampy pojawił się wysoki, łysy anioł o zaciętym wyrazie hebanowej twarzy. Jego biała marynarka była nienagannie czysta i wyprasowana, nie to, co rozchełstana szafirowa koszula skazańca.

- Telsanir, II klasa, rzecznik Sądu. Ty jesteś Jassin? – zagrzmiał przedstawiciel Sądu.

- Na razie tak, ale po tym, co chcecie mi zrobić, pewnie już nie – odparł chłopak, patrząc spokojnie w ciemne oczy rzecznika.

- Nie wiem, kto Ci takich głupot nagadał, chłopcze. Gdybyśmy zmienili Twoje imię, zniknąłbyś na zawsze. Chyba jesteś tego świadomy?

- Owszem. I właśnie tego się spodziewałem. Ba! Byłem pewny, że to właśnie uczynicie.

W głosie Jassina słychać było pewność siebie i pewną bezczelność, lecz najwyraźniej szczerze wierzył, że to się z nim stanie. Jeśli Szef zmieni jego imię, to razem z nim straci całą osobowość. Całkiem możliwe, że ciało również. W taki sposób istnieć będą tylko jego umiejętności i specjalizacja, lecz już w innym ciele i umyśle. Jednak Telsanir uśmiechnął się z wyższością, jakby rozbawiony postawą Jassina, po czym oparł się biurko i zarządził:

- Zaczniemy teraz egzekwowanie wyroku. Eithan, co mamy najpierw?

- Chwila, chwila! – zaprotestował żywo błękitnooki, szarpiąc łańcuchami. – Nie przeczytacie mi tego wyroku?

- Nie, tak będzie szybciej – odparł ciemnoskóry, patrząc na leżące przed urzędnikiem akta. Wyjął ze swojej teczki arkusz papieru i rzucił na niego okiem. – Imię… Nie zmieni się. Przejdźmy dalej, tak… Klasa.

- No, słucham. Piąta, szósta? Jest jakaś niższa? – syknął ironicznie Jassin, lecz Telsanir kontynuował wywód, nie zwracając najmniejszej uwagi na komentarze skazanego. Na jego ciemnej twarzy pojawił się cień zaskoczenia, gdy czytał orzeczenie Sądu.

- Sąd długo nad tym debatował, ale w końcu orzekli, że na razie zasługujesz jedynie na drugą. Na pierwszą jeszcze musisz poczekać.

Oczy chłopaka rozbłysły. Druga klasa? Dostaje awans? I to ma być kara?!

- A-Ale jak to? – zdziwił się. Nie uzyskał odpowiedzi.

- Dalej. Skrzydła. W tej sprawie Sąd był nieugięty. Napisz „Jedna para” – polecił Eithanowi rzecznik, dotykając palcem odpowiedniej rubryki.

- Nie, tylko nie skrzydła! – krzyk rozpaczy przeciął ciszę. Wszyscy wiedzieli, że nieoficjalnie ważność anioła oceniało się po skrzydłach. Nawet aureola nie była tak ważna. Trzy pary to szczyt marzeń. Szczyt, który Jassin osiągnął dosyć szybko. A teraz ma wrócić do nędznej jednej pary?

- Z zażaleniami idź do Szefa. Choć wątpię, byś coś zdziałał. Zresztą, zupełnie nie rozumiem, jak mógł być dla ciebie tak pobłażliwy. Gdybym ja o tym decydował, to skończyłbyś w Archiwach. Ale nie przeciągajmy. Przecież miało być szybko i bezboleśnie – zakończył Cherubin ze złośliwym uśmiechem, co doprowadziło Jassina niemalże do szewskiej pasji. Na szczęście zdołał się opanować, szarpnął tylko łańcuchem, lecz to zaowocowało jedynie bólem szyi i nadgarstków.

- Nie szarp się, bo sobie coś zrobisz. Nie zapominaj, że choć to łańcuchy dla demonów, ciebie też zaboli.

- Zauważyłem –westchnął chłopak, opadając bez sił na krzesło. Eithan spojrzał na niego znad papierów i aż serce go zabolało. Zabolałoby, gdyby je rzeczywiście miał, ale mniejsza o szczegóły. Anioły też czują, a w tamtym momencie stary urzędnik naprawdę cierpiał. Żal mu było młodego. Nie bez powodu został skazany, nikt przed nim nawet nie próbował czynić podobnych rzeczy, a on… On popełnił niewybaczalną zbrodnię. Mimo to widok Jassina w takim stanie przyprawiał go o wielki ból. Był to jedynie cień dawnego anioła, wyniszczony przez to, czego dokonał. Choć, sądząc po jego minie, w ogóle tego nie żałował. Może myślał, że nikt go nie zatrzyma?

Nie rozmyślał nad tym dalej i, widząc hebanowy palec tuż przed swoim nosem, przekreślił „ 3 pary” i napisał „1 para”. W tym momencie chłopak syknął z bólu. Wszyscy wiedzieli co to oznacza. Zapieczętowane w nim skrzydła zniknęły. Zawsze powoduje to wielkie cierpienie.

- Przy aureoli skreśl „podwójna” – nakazał przedstawiciel Sądu, zupełnie nieczuły na to, że Jassin przeżywał katusze. Eithan wbił wzrok w kartkę i uczynił to, co mu kazano. Błękitny krąg nad głową młodzieńca stał się węższy i utracił swój poprzedni blask.

- Jako specjalizację dopisz „Anioł Stróż” – powiedział głośno Telsanir, bacznie przyglądając się czarnowłosemu. Ten jednak siedział wpatrzony w podłogę, oddychając ciężko. Po chwili podniósł głowę, na jego bladej twarzy błąkało się widmo niedawnego bólu.

- Stróż? – spytał cicho, a w jego głosie nie było już ironii czy gniewu. Jedynie niedowierzanie.

- Chyba nie spodziewałeś się, że po tym wybryku Szef weźmie cię do Niebiańskich Zastępów – zadrwił łysy. – Wiemy, co chciałeś udowodnić, ale nie udało ci się.

- To czemu robicie ze mnie Stróża? – dziwił się Jassin. Nadal nie rozumiał wyroku. Przecież popełnił jedną z najgorszych zbrodni. A teraz dostaje awans? Jaki w tym sens? Wiadomo, że Stróż to jedna z gorszych funkcji, ale wiąże się z tym duży prestiż i wiele możliwości. Poza tym, Stróże podlegają bezpośrednio Białemu.

- Nie my. Jak już mówiłem, wielu w Sądzie wysłałoby cię do Archiwum, ba! Byli tacy, co chcieli pozbawić cię imienia, ale nie my tu decydujemy, prawda? Decyduje On. Musi mieć w tym jakiś cel, nie sądzisz? Ale nie martw się, dalej jesteś Twórcą Snów.

Brunetowi trochę ulżyło. Dopiero teraz dotarło do niego, jak dziwny wyrok otrzymał za kradzież Niebieskiego Płomienia, ucieczkę z Królestwa i … Zamordowanie innego anioła. Nagle wszystko wróciło do niego

              Zachodzące słońce rozlewało na niebie szkarłatną łunę. Na tle ostatnich blasków rysował się kształt Obrońcy. Jego biała szata jaśniała niezmąconym białym światłem. Turkusowe skrzydła biły powietrze. Śniada twarz anioła była spokojna, mina zacięta. Nie dawał po sobie poznać, że nie chce tu być. Zawsze szczycił się swą służbą w obronie Królestwa, a teraz? W srebrnych oczach malował się strach. Patrzył na nadchodzącą ze wschodu noc i burzę. Ołowiane chmury kryły odzianego w czerń przeciwnika. Leciał z prędkością szalejącego wokół niego wiatru, i Obrońca wiedział już, z kim przyjdzie mu walczyć. Poznał ostrze, tę mroczną aurę klingi niosącej śmierć. Tylko jedna istota w Królestwie mogła ją dzierżyć.

- Thanatos – szepnął śniadolicy, wyciągając przed siebie swoją broń. Było to zakrzywione, ząbkowane ostrze na długim, wzmocnionym metalem drzewcu. Stal zalśniła czerwienią zachodu, czarny miecz odpowiedział z dala krwawym błyskiem. Przez powłokę chmur przebił się anioł, odganiając trzema parami potężnych, czarnych skrzydeł otaczające go wirujące powietrze. Zawisł na chwilę w miejscu.

- Airis! – zawołał, a głos jego odbił się echem w całym Królestwie. – Zejdź z drogi!

Przez twarz Obrońcy przemknął cień zaskoczenia. To nie był głos Śmierci, lecz jego klinga. Niebieski Płomień. To nie był Thanatos, choć miał takie same skrzydła. Wytężył wzrok i ujrzał intensywnie błękitne oczy za zasłoną niesfornych, kruczoczarnych włosów. Szaleńczy uśmiech na bladych ustach.

- Jassin – mruknął Obrońca, patrząc na przeciwnika. Nagle ten uderzył skrzydłami i zaczął lecieć w kierunku Airisa z niewiarygodną prędkością, wraz z nim nadciągała noc.  Słońce posłało w niebo ostatni promień i zapadła ciemność, rozświetlana jedynie przez jasność Obrońcy i aureol dwóch aniołów. W mroku połyskiwały błękitne oczy. Rozpoczęła się walka. Przeciwnik był silny, a jego broń zabójcza, lecz Airis skutecznie unikał cięć niosących śmierć nawet aniołom. Nie chciał walczyć z inną Bożą istotą, miał bronić Królestwo przed demonami, nie na odwrót. Każde spojrzenie w bladą twarz Jassina przepełniało go niewyobrażalnym żalem i cierpieniem. Wokół aniołów szalała burza, pioruny rozświetlały noc. Dźwięk uderzających o siebie ostrzy zagłuszył jego błagania, by czarnowłosy zaprzestał swych działań, ten wciąż walczył. Po długim czasie zaciętej bitwy przez niebo przetoczył się krzyk. Niebieski Płomień przeciął pierś Obrońcy , krople krwi splamiły ręce dzierżącego morderczy oręż. Miecz opadł drugi raz, tym razem na turkusowe skrzydła. Pozbawiony równowagi i sił Airis opadał powoli w nieskończoność nieba, zostawiając za sobą krwawą mgłę. Jassin zaśmiał się szaleńczo, unosząc w górę klingę Śmierci. Obrońca ostatkiem sił odpiął od pasa gruby łańcuch i rzuciwszy nim w tryumfatora, skonał. Ciężkie okowy oplotły mordercę i tak znalazły go Trony.

 

- No dobrze, pytania zostaw sobie na później. Skończmy co mamy zrobić – burknął Telsanir, najeżdżając palcem na kolejną rubrykę.

- Spójrzmy… Znaki szczególne… Eithan, dopisz „blizny na szyi, nadgarstkach i kostkach”. Bez tego się nie obejdzie, Jassinku – anioł znowu uśmiechnął się złośliwie, patrząc na ciężkie okowy Łańcucha Demonów. Pod lśniącą stalą czerwieniły się głębokie rany. Chłopak siedział na krześle, zaciskając pięści z bólu. Próbował siłą woli zmniejszyć swoje cierpienie, lecz jego wysiłek  nie dawał rezultatów. Spojrzał wilkiem na przedstawiciela Sądu.

- Pozostaje tylko jeszcze jedna sprawa – ciemnoskóry zawiesił głos i schylił się. Wyciągnął spod biurka długi miecz o czarnej klindze, od której biła delikatna, mroczna aura. – Niebieski Płomień. Klinga Śmierci. Jak ją zdobyłeś?

- Ukradłem.

- Jesteś pewien? Twój przyjaciel, Thanatos nie oddał jej dobrowolnie? Nie prosiłeś go o nią?

- Nie. Nic nie wiedział o moich planach. Thanatos nie ma z tym nic wspólnego – odparł oschle Jassin zapatrzony w ciemną ścianę. Był gotowy na wszystko, choć decyzje Sądu bardzo go zaskoczyły, lecz jedno wiedział od początku. Nie pozwoli, by urzędasy wciągnęły w to wszystko jego przyjaciela. Niech robią mu co tylko zechcą, ale Thana mają zostawić w spokoju. I tyle.

- Nic a nic? – Telsanir udał zdziwienie, po czym podskoczył do skutego i szarpnął do góry za łańcuch łączący kajdanki z obrożą na szyi. Krzyk odbił się od czterech ścian, stary anioł zadrżał za biurkiem.

- Stój! Nie możesz! – zaprotestował słabym głosem, ale jedno spojrzenie ciemnych oczu go złamało. Rzecznik podniósł Jassina wysoko i syknął groźnie:

- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo, rozumiesz?

Na białej twarzy wykrzywionej grymasem bólu zabłąkał się blady uśmiech, w oczach bruneta zalśniła jego prawdziwa moc.

- Nie wolno nam kłamać, Cherubinie, nie wiem jak wam.

- A wolno wam zabijać?! – zagrzmiał przedstawiciel Sądu, ciskając skazanym o podłogę. – Czy ty wiesz, coś zrobił? Zniszczyłeś duszę! Zabiłeś anioła! Zabijać wolno tylko Śmierci, i tylko na rozkaz! Istnienie to nie jest coś, co możesz sobie ot tak unicestwić! Dla głupich pobudek, wybujałych ambicji!

Eithan patrzył na tę scenę z szeroko otwartymi oczami. Chciał zadziałać, pomóc Jassinowi, lecz moc Cherubina trzymała go w miejscu. Wiedział, że nic nie może zrobić.

- Skoro zabiłeś, to skłamać też mogłeś – stwierdził Telsanir spokojniejszym tonem. – Jednak nie będziemy zajmować się teraz Thanatosem. Nie wiem, czy wiesz, ale miecz teraz jest Twój. Przelałeś anielską krew, więc narzędzie zbrodni nikomu innemu służyć nie może. Eithan, wpisz „Niebieski Płomień” do akt. Miejsce zamieszkania się nie zmieni, choć nie wiem, jak przywita cię twój przyjaciel.

Rzecznik podpisał jeszcze dokumenty i wyszedł z pokoju. Natychmiast do środka wlało się białe światło, które oznaczało tylko jedno. Choć rzadko spotykane, znane było wszystkim. Jasność spłynęła na Jassina, podniosła go z ziemi i postawiła prosto przed biurkiem. Jego łańcuchy poluzowały się, obroża z szyi z głośnym brzdękiem uderzyła o podłogę. Na białej skórze widniała świeża, krwawa blizna. Światło pulsowało przed twarzą anioła.

- Idź – polecił Eithan, patrząc dobrotliwie na zaskoczonego bruneta. Ten zawahał się, lecz po chwili odwrócił się i, brzęcząc łańcuchami, wyszedł.

- Dzięki za wsparcie – rzucił na odchodnym i ruszył w górę korytarza.

Każdy anioł był kiedyś wzywany do Białego. Pierwszy raz, gdy został stworzony. Wezwany. Niewielu bywa Tam częściej, a naprawdę garstka może do Niego przychodzić bez zaproszenia. Jassin należał do tej niechlubnej części, która zostaje wzywana stosunkowo często w porównaniu do innych, a wizyty te nie należą do miłych. Ta konkretna zapowiadała się wręcz koszmarnie.

W miarę jak zbliżał się do jasności na końcu korytarza, mijał coraz mniej aniołów. Podłoga stawała się coraz bardziej pochyła. Ciężki łańcuch i nachylenie korytarza bardzo utrudniało mu dalszą drogę, lecz mimo to szedł na spotkanie z Szefem. Stanął przed zasłoną z płynnej tęczy i, jak zwykle, bał się wejść.

- Jassin – dobiegł go potężny, głęboki głos. – Wejdziesz w końcu?

Anioł poczuł, jakby coś pchało go do przodu, Jego wola. Nie był to przymus, a raczej zachęta. Przełknął ślinę i wszedł do Białego. Natychmiast uderzył w niego blask tysiąca kolorów, powietrze pulsowało mocą. Oddychał Potęgą. Poczuł ciepło w sercu, ciepło Jego Miłości.

- Że też ciebie zawsze trzeba ciągnąć za rękę. Powiedz mi, co się stało?

- Przecież wiesz, Wszechwładny.

- To, że ja wiem, to ja wiem. Przestań się wygłupiać, Jassin, i opowiedz mi wszystko. I mów do mnie „Szefie”. Nie lubię tej całej wszechmanii.

- Dobrze, Szefie – zgodził się posłusznie anioł i postąpił krok naprzód. Ciężkie łańcuchy zadzwoniły żałośnie. Chłopak wbił wzrok w wyłożoną białymi panelami podłogę.

- Czego cię uczyłem? Tyle razy tu byłeś i zawsze grasz skruszonego, zbitego psa. Mów szybko, co zrobiłeś i nie baw się w te gierki.

- Zabiłem Airisa – powiedział cicho Jassin. Wciąż nie mógł podnieść głowy. Chciał, ale nie potrafił.

- Głośniej, Jassin.

- Zabiłem Airisa – powtórzył trochę głośniej, prostując się. Spojrzenie swych intensywnie błękitnych oczu utkwił w lśniącym tęczą kolorów ramieniu Białego.

- Jassin, pokazałeś mi wiele razy, że umiesz krzyczeć. Wykrzycz to, skoro nie umiesz tego zwyczajnie powiedzieć – głos Białego był spokojny i stanowczy. Brunet nie wiedział, do czego to wszystko prowadzi, ale Szef nigdy nie popełniał błędów. Był nieomylny, we wszystkim miał jakiś cel. Mimo to, Jassin był lekko zirytowany całą sytuacją.

- Zabiłem Airisa! – krzyknął, robiąc krok w kierunku wielkiego fotela. – Nie musiał ginąć! Mówiłem mu, żeby zszedł z drogi!

- Nie wolno mu było, wiedziałeś o tym. Obrońcy nie mogą przepuścić nikogo poza Armią, wiesz to nader dobrze – wtrącił On. Nagle Jassin ujrzał, jak gestem zaprasza go przed swoje oblicze. – Chodź, porozmawiajmy.

Tego momentu anioł szczerze nie lubił. Nie przepadał za rozmowami twarzą w twarz z Szefem, bo czuł się wystawiony bardziej niż zwykle, ale podszedł i stanął dumnie przed Białym. Wpierw oślepił go blask, lecz po chwili przywykł do natłoku barw przed sobą, do mieniącego się tęczą garnituru…

- Wiesz, dlaczego dostałeś taką, a nie inną karę?

- Nie mam pojęcia, Szefie.

- Wiesz, czemu zrobiłeś to, co zrobiłeś?

- Chciałem… Wyrównać rachunki.

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin