Botulizm.doc

(75 KB) Pobierz
Botulizm

Botulizm

 

              Przedmowa – Frederic Pages

              Wykłady Jean – Baptisty Botula miały miejsce w maju w 1946 r. w Paragwaju. Publiczność stanowili Niemcy, mieszkańcy Królewca, którzy po ucieczce przed Armią Radziecką w  Pargwaju założyli miasto Nueva Königsberg. Niemcy ci ubierali się jak Kant, jedli i spali jak Kant, i co dzień po południu odbywali tę samą legendarną przechadzkę w scenerii przypominającej Królewiec. Była to swoista, transcendentalna wspólnota, zwana nawet „kantowskimi fundamentalistami”. Zaprosili Botula – filozofa, aby opowiedział im o Kancie. Ten zaś zaproponował temat: Życie seksualne Kanta.

              Temat warto zastanowienia. Czy można kalać legendę, opisując życie intymne jej bohatera? Czy można zrozumieć system filozoficzny przez pryzmat życia osobistego twórcy owego systemu? Czy można wyjaśnić dzieło filozofa  przypadkami jego zycia? Czy życie filozofa ma jakieś znaczenie dla filozofii? „Moi profesorowie Sorbony odpowiedzieliby zgodnym chórem: <<Nie>>”. Przecież prof. Sorbony, światowej sławy znawca Kanta zrywa stosunki ze swym dawnym mistrzem – Botulem. Sam Botul pisał: „Życie seksualne Kanta to dla mnie jedna z najpoważniejszych kwestii metafizyki zachodniej”[1]. Swojej korespondentce zwierza się, że „seks Kanta jest królewską drogą wiodącą do poznania kantyzmu” i że seks pozwolił mu odczytać Krytykę czystego rozumu jako „dramat i autobiografię”. Szkoda, że Uniwersytet skazał Botula na milczenie, że wzgardził nim. Mamy tu do czynienia z tzw. botulizmem w filozofii[2].

              Pages powiada, że współczesna filozofia zataja ten sposób interpretacji.

 

 

 

 

 

 

 

Ten, kto obieca ludzkości,

że ja uwolni od niedoli seksu,

będzie witany jak bohater.

Freud, list do Ernesta Jones

              „Seks Kanta, nie będąc bynajmniej tematem anegdotycznym czy nieprzyzwoitym, jest królewską drogą, prowadzącą do zrozumienia kantyzmu”[3].

              „Dla wielu ludzi Kant uosabia obraz pere tranquille (statecznego tatunia) filozofii”[4]. Miał swoje przyzwyczajenia. Codzienne Lampe budził go za pięć piąta. Z wybiciem piątej Kant siedział już za stołem i wypijał szklankę herbaty, wypalał fajkę i przygotowywał się do wykładów, które zajmowały mu całe przedpołudnie, do dwunastej z trzema kwadransami. Po obiedzie szedł na przechadzkę do twierdz Friedrichsburg, drogą zawsze tę samą, nazwana później „drogą filozofa". O osiemnastej, zaczynał pracę w gabinecie, w którym było zawsze 15 stopni celsjusza. Siadał tak, aby mieć przed oczyma wieżę zamku. Ok. 10.00, kwadrans po tym jak przestawał myśleć szedł spać. Przygotowując się do snu wykonywał szereg osobliwych gestów, aby przez całą noc pozostać zawsze całkowicie przykrytym. Jeśli musiał wstać za potrzebą, trzymał się sznurka zainstalowanego między łóżkiem a wygódką, by nie potknąć się.

              W domu żadnej kobiety. Tylko wierny sługa Lampe. Był jak samotny elektron. Nie odwiedzał nawet krewnych, a miał ich dużo.

              Botul twierdzi, że ta monotonna egzystencja nie była wyrazem jałowizny Filozofa. Była ona określonym wyborem, decyzją, która jest związana z filozofią Kanta i z filozofią w ogóle. Celibat nie jest wcale przygodną kwestią, należy do istoty filozofii. Tłumaczył: „Wszystkie kantowskie tezy są dyskusyjne z wyjątkiem tej jednej: filozof godny tego miana się nie żeni.

Jeśli chodzi o życie seksualne, to proszę, byście się powstrzymali od wszelkich uprzedzeń i nie osądzali go pochopnie, a nawet w miarę możliwości nie osądzali go wcale. Proszę, byście przyjęli postawę zalecaną przez Spinozę w jego traktacie politycznym: <<Nie płakać, nie śmiać się, ale rozumieć>>[5].

Kant nie był taki jak go lakierują. Będąc magistrem bywał w gospodach, grywał w bilard. Gdy został profesorem tytularnym mógł kupić sobie dom i utrzymywać służącego. Lubił wydawać proszone obiady. Chętnie sam bywał w towarzystwie. Oto świadectwo: „Ten słynny filozof jest w towarzystwie tak ożywiony i sympatyczny, tak wyrafinowany w sztuce życia, że niełatwo się w nim domyślić głęboko medytującego umysłu”[6].

„Kant nie chciał opuszczać Królewca z jednego prostego powodu, o którym mało się mówi. Miał tam bowiem sklep. Często wyobrażamy naszego filozofa jako akademika z regularną pensją i zabezpieczoną egzystencją, niemal funkcjonariusza. Poważny błąd perspektywy, oczywisty anachronizm!”[7].

Z czego żył? Ze sklepu, z pensji, najpierw bibliotekarza, potem z płaconych mu honorariów przez uczniów. Jak nie było klientów to nie było pieniędzy! Nauczyciele byli opłacani przez uczniów. To system średniowieczny, ale jeszcze w Prusach działał.

„Kant uprawiał filozofię jako wolny zawód, niczym lekarz lub adwokat. Żeby przyjmować klientów, potrzebował sali. Oto dlaczego uparcie dążył do tego, aby mieć własny dom i urządzić w nim na parterze audytorium, główne pomieszczenie o ośrodek Kantowskiego życia. To narzędzie pracy można było zresztą wynajmować”[8]

              !!!!! tekst. S. 22.!!!

 

              Czy Kant stracił cnotę? Nie była mu przecież obca zmysłowość. Cenił dobre jedzenie. „Z pewnością nie miał pociągającej aparycji. Matka wołała na niego <<Manelchen>>, mierzył metr pięćdziesiąt, miał wielką głowę i nieco niższe lewe ramię. A przecież robił na kobietach wrażenie”[9]. Tekst s. 25 – 26.

 

„nakręcić zegarek”!

              Uwaga z jego Antropologii: „Kobiety zwykły używać książek jak zegarka: noszą go w taki sposób, żeby było widać, że go mają, ale nieważne, czy stanął lub w ogóle przestał chodzić”[10].

              W innym miejscu Antropologii  pisze: „Purytanizm cynika i celibat anachorety, którzy wyrzekają się przyjemności świata, to deformacje cnoty, bynajmniej nie zachęcające do jej praktykowania: ponieważ jednego i drugiego opuściły Gracje, nie mogą oni pretendować do ideału człowieczeństwa”.

 

              Kant wychwala przyjemności ciała, ale sam wycofuje się, hamuje i powstrzymuje.

 

Czy filozof powinien się żenić?

              Maksyma: „Postępuj tak, jak gdyby maksyma twojego postępowania przez wolę twą miała się stać ogólnym prawem przyrody”. „Zastosuj tę zasadę do życia seksualnego. Od razu widzimy, że czystość cielesna jest tak samo sprzeczna i nie do obrony jak zabójstwo, ponieważ gdyby wszyscy ja praktykowali, rasa ludzka by wyginęła”[11].

    Przecież Kant nie może zaprzeczać własnym zasadom. Czystość nie może być uniwersalnym prawem rodzaju ludzkiego. „Jeszcze poważniejsze obiekcje budzi  inna głoszona przez Kanta zasada, wedle której <<Wszystkie narządy istnieją w funkcji celu, jakiemu mają służyć>>[12]. Narządy płciowe również ... takoż narządy filozofa ... Inaczej nasz człowiek byłby potworem wyposażonym w zbyteczne atrybuty. Nie robić użytku ze swoich genitaliów to sprzeciwiać się podstawowym prawom przyrody”[13].

              Trzeba to zacząć rozumieć! Kant zrewolucjonizował etykę. Przed nim kluczową kwestią etyczną była definicja Dobra. Tym zajmowali się filozofowie w starożytności. Szukali Dobra Najwyższego. Summum bonum. W zależności od autorów było nim cnota, rozkosz, prawda. Wartości poza człowiekiem, przerastające go. I nagle Kant – rewolucjonista!

              „Według niego kryterium moralności to nie to, co robimy, lecz to, jak robimy. Nie wynik działania się liczy, bo wtedy najgorszy łajdak, który rzuca datek na biednych swojej parafii, ma pewność, że pójdzie prosto do raju. Nie, o moralności czynu przesądza czysta intencja i prawość woli. Trzeba przyznać, że trudno wymierzyć te wartości. A jednak jest to jedyne kryterium, które pozwala uciec od moralności rodem pisma ilustrowanego, czyli zespołu udzielanych co tydzień recept na szczęście w postaci porad i przepisów kulinarnych. Dla Kanta bowiem pytanie nie brzmi: <<Jak osiągnąć szczęście?>>, lecz: <<Jak być godnym szczęścia?>>

              W pierwszym sformułowaniu chodzi o rozdźwięk między naszą kondycją a najwyższą szczęśliwością. Mądrość polega na tym, by ten rozdźwięk zmniejszyć, na podobieństwo człowieka, który wspina się na górę, żeby być bliżej szczytu. W ujęciu Kanta natomiast chodzi o rozdźwięk między mną a ideą, jaka o sobie mam. Chodzi o godność. Samemu sobie narzuca się prawo, nie spada ono z nieba. Człowiek Kanta sam sobie jest przewodnikiem sumienia, nie potrzebuje ani spowiednika, ani guru ... Słuchajmy naszego sumienia! To głos obowiązku.

              Jak być mu posłusznym? Życie codzienne zmusza nas do szukania sposobów. Na przykład przerażający obowiązek codziennego wstawania i pracowania ... Rozwiązanie nazywa się Lampe. Toteż kiedy codziennie o piątej rano rozlegał się w sypialni prostacki wrzask lokaja: <<Pora wstawać!>>, Kant słyszał dobiegający z zewnątrz, nakazujący ... głos obowiązku. Oto jak Kant mógł być posłuszny temu, co napisał w Krytyce władz sądzenia: <<Gdzie bowiem przemawia prawo moralne, tam nie ma już obiektywnie żadnego swobodnego wyboru co do tego, co należy czynić>>”[14].

              Zaletą tej doktryny jest to, że ustanawia moralność obowiązku, nawet jeśli nie wierz w Boga. Łączy ona w tym samym wierzących i agnostyków. Nie potrzeba teologów, żeby opiewać cnotę. Moralność Kantowska pozwala zbudować system, który ma siłę religijnego państwa bez niedogodności klerykalizmu. Ustala uniwersalne zasady. ... Jego moralność zwraca się do człowieka jako człowieka. I to może się podobać!

              Albowiem co począć z rozmaitością ludzi? Kant znał dzikusów. Prowadził wykłady z geografii. Wiedzę czerpał z gazet i opowieści podróżników. Były one imponujące. Zob. s. 35. – 36.

11111111111111111111111111111111111111111111111111111111

              Dla Botula Kantyzm jest raczej sposobem życia, niż doktryną. Bardziej zespołem gestów i postaw niż zbiorem tekstów i systemem pojęć. „Myśleć to prowadzić życie myśliciela. Tę definicję wyraża jedno słowo: asceza – w sensie starożytnym nie oznacza ona umartwiania, lecz trening, ćwiczenia i reguły życia.

              Życie bez kobiety jest ascezą. Życie z kobietą też. Do reguł życia należy kwestia wymieszania. Czy można dopuścić kobiety do szkoły filozoficznej? Jako kogo? Przyjaciółki, kochanki, żony?”[15] Odpowiedzi były różne.

              Rzymski stoik Muzoniusz Rufus[16] popełnił rozprawę pt.: Dlaczego filozofowie powinni się żenić? W niej powiada, że dlatego, gdyż winni spędzać życie zgodne z naturą i rozumem. A takie życie wymaga bycia w stadle.

              Podobnie wcześniej Grek Hierokles powiadał, że ludzie to „zwierzęta małżeńskie” i że ożenek „jest dla nas imperatywem, o ile żadne okoliczności mu się nie sprzeciwiają”.

              Jest to tzw. gamofilska tradycja (gamophilska gamos – ożenek, phil miłośnik, miłośnik ożenku). Nie wszyscy ją przyjmowali. Epikurejczycy i cynicy byli jej przeciwni. Platończycy także przekazując sobie różne opowieści o Ksantypie. Filozofowie chrześcijańscy sami byli antygamoflilscy. Św. Paweł przestrzegał, aby troski cielesne nie odrywały od modlitwy. Epiktet wylicza w Diatrybach odstręczając od małżeństwa listę obowiązków. Musi więc grzać wodę,  ... itd. a na końcu powiada, że mąż ma obowiązki seksualne. Tłumaczy: „Ciało męża należy bowiem do żony, nie odwrotnie. A kobiece pożądanie jest istnym tyranem”.

              Tymczasem filozofowanie jest zajęciem na pełny etat. Seneka: „Niech ci się nie wydaje, że możesz się jej oddawać w wolnych chwilach”[17]. Później to samo radzi Heloiza swemu kochankowi Abelardowi: „Odłożyć filozofię na bok choćby na chwilę, to niemal to samo, co ją porzucić. Przerwij filozofowanie a ono cię opuści”[18].

              Abelard (1079 – 1142)[19] – Sokrates Galów - jest znany z tego, że w „dzielnicy łacińskiej”[20] znalazł swoich wielbicieli. Powiązany z życiem miejskim wyrażał w dużej mierze jego dążenia kulturowe  i społeczne. Były to dążenia wyzwolenia się spod kurateli kościelno – feudalnej, wyrażające usamodzielnianie się mieszczaństwa. Abelard był goliardem[21]studentem pochodzenia chłopskiego, mieszczańskiego, pozostającym bez środków do życia, studentem włóczęgą, nie mającym szans na jakiekolwiek stanowisko. Byli to studenci pozostający w stałym konflikcie ze społeczeństwem, z jego porządkiem. Abelard był radykalny w ruchu wolnościowym. Nieprzeciętny poziom intelektualny, krytycyzm, swoboda myśli i słowa, sprzeciw wobec obłudy i wyzysku dawał mu trwałe miejsce w ruchu filozoficznej odnowy.

Abelard – tłumaczy Botul – złamał sobie karierę w momencie. gdy zakochał się w pięknej Heloizie – dwadzieścia lat od niego młodszej. „Abelard miał jeden pomysł rozsądny – tłumaczy Botul – pójść do łóżka z tą młodą osobą, i jeden głupi: ożenić się z nią. Pierwsza propozycja Helizę zachwyciła, druga zaszokowała. Żenić się? Odmawia... uzasadniając, że <<Jakże niestosowną i godną pożałowania rzeczą byłoby ujrzeć człowieka, którego natura stworzyła dla całego świata, podporządkowanego jednej kobiecie i zgiętego pod haniebnym jarzmem>>”[22]. Heloiza jest przekonana, że Wielkich ludzi kobiety mogą jedynie zrujnować.

              Dalej Botul  powiada, że jego przyjaciel pianista tak mówił: „Jeśli przez dzień nie ćwiczę, poznaję to po mojej grze. Jeśli nie ćwiczę przez dwa dni, poznaje to publiczność”. To samo jest z filozofią.

              W epoce Kanta Heloiza jest wciąż aktualna, nadal żyje. Rousseau związał się z kobietą „pozbawioną sprytu” Teresą Lavasseur, której zrobił pięcioro dzieci, po czym ja porzucił.

              „Większość pozostała w kawalerskim stanie. W XVII wieku wszyscy bez wyjątku: Kartezjusz, Spinoza, Pascal, Leibniz, Malebranche, Gassendi, Hobbes. W XVIII wieku niektórzy wdali się w małżeńską przygodę, na przykład Diderot. Ale nie Hume, ani Wolter, nie Kant. W XIX wieku Hegel, Fichte, Schelling, Comte i Mnarks się żenią, lecz nie Schopenhauer ani Nietzsche, ani Kierkegaard. Dzisiaj sprawa wydaje się przesądzona ... Bergson i Bachelard nie odrzucili małżeńskiego stanu. W dzisiejszych czasach Sartre i Simone de Beauvoir nadal wyznają maksymę Abelarda i Heloizy: filozofii tak, małżeństwu – nie!

              Mam poczucie końca pewnej epoki. Za parędziesiąt lat patrzeć się będzie na filozofa kawalera jak na jakąś osobliwość, na filozofa żonatego jak na normę”[23].

              „Kant elegancko uchronił się przed takim losem. Żadnej żony, żadnych teściów, żadnej kochanki, żadnych dzieci z prawego czy nieprawego łoża. Uniknął Tosi, Teresy, Karoliny, Reginy i innych[24]. Uniknął strasznej niewygody młodego żonkosia Hegla, który musiał kończyć na łapu – capu Logikę, żeby utrzymać dom[25]. Uniknął oddania w zastaw biblioteki, do czego był zmuszony Diderot, żeby wyposażyć swoją córkę Angelikę”[26]. A Marks miał siedmioro dzieci i żadnych regularnych dochodów.

              Kant pozostaje w stanie bezżennym. Tłumaczy to pisząc: „Trudno byłoby udowodnić, że osoby, które dożyły zaawansowanego wieku, przez większość czasu pozostawali w małżeńskim stanie”[27]. Albo żyjmy dłużej, albo żeńmy się. Małżeństwo to powolne samobójstwo, dopuszczalny sposób skrócenia swoich dni na tej ziemi.

              Kant hipochondrykiem[28]. Pisze w Konflikcie władz: „Co do mnie, to z powodu płaskiej i wąskiej piersi, niewiele pozostawiającej miejsca dla poruszeń serca i płuc, mam wrodzoną skłonność do hipochondrii, niegdyś posuniętej aż do wstrętu do życia”. Pisał to mając 74 lata.

              Napisał esej o hipochondrii, która miała dla niego charakter „choroby świerszczy”. Tak ją nazwał w Antropologii. „Mieć świerszcza w głowie to cierpieć ustawicznie na chandrę”[29]. Hipochondryk jest niezwykłym szaleńcem. Przyczyną hipochondrii są dolegliwości brzucha. Zresztą sam Kant o tym pisze następująco: „Mama co rano wielkie trudności z wypróżnianiem, zwykle niewystarczającym, i ten niewydalony, gromadzący się stolec powoduje, jak dalece mogę sądzić, mgłę, która zasnuwa mi głowę”[30].

              Nie była to jedyna choroba Kanta. W liście do owego Marcusa Herca z 1773 roku wspomina, że gdy pisał Krytykę czystego rozumu, miał „częste niedyspozycje, które mu dokuczają i zmuszają do przerw w pracy”.

              Kant miał potężną wyobraźnię. Tak Botul to przedstawia: „Rozum <<czysty>>, wolny od wszelkich doznań zmysłowych, wpada w obłęd. Utrzymuje, że potrafi dowieść istnienia Boga i nieśmiertelności duszy. Ten obłęd  nosi miano metafizyki, metafizyk zaś to obłąkany uczony, który chce wszystko udowodnić, a dowodzi tylko własnego obłędu. Otóż Kant jest zagorzałym metafizykiem, odczuwa ó popęd jak miłosne pożądanie. Do metafizyki – wyznaje na koniec Krytyki czystego rozumu – będzie się <<powracało, jak do ukochanej, która się z nami poróżniła>>”[31].

              Dlatego filozofia wymaga ascezy, a ta wymaga dużo czasu. Trzeba wyleczyć młodzieńca. Dlatego – zdaniem Botula – Kant tak późno pisze swoje książki. Dojrzałość osiąga dopiero pod sześćdziesiątkę. „>>>jeśli w trzech czwartych życia stworzył zaledwie połowę swego dzieła, to dlatego, że musiał się oczyścić z tych zakazanych miłości” – twierdzi Botul. Pisze pracę o niebie, pt.: Historia nieba.

              W 1766 r. pisze dziwną książkę, pt.: Marzenia jasnowidzącego. Pracy tej nie podpisuje. Jest to polemika ze Swedenborgiem, szwedzkim jasnowidzem. Polemika ta świadczy, że Kant uznawał za możliwe owe paranormalne sytuacje. Ale był to tylko okres w jego życiu. Później składa samokrytykę w liście do Menedelssohna z 8 kwietnia 1766 r. Pisze: „Stan mojej duszy rzeczywiście pod tym względem powrócił do normy”[32].

Naga rzecz sama w sobie

 

              Człowiek, który nie przeżył określonych kryzysów duchowych, który nie dokonał wewnętrznej rewolucji, nie jest człowiekiem. Cóż to jest za filozof, który nie miał okazji przebyć wewnętrznego zwrotu. Grecy nazywają to epistrophe, a chrześcijanie conversio. Są to momenty, w których pod wpływem Ducha, czegoś zazwyczaj zewnętrznego dusza filozofa dokonuje wolty. Nawróceniu uległ św. Augustyn. Sam o tym opowiada, że nawrócił się na chrześcijaństwo czytając Ewangelię w ogrodzie w Mediolanie. Rousseau objawiła się jego Rozprawa o nierówności między ludźmi wówczas, gdy doznał porażenia słonecznego na drodze do zamku Vincennes. U Kartezjusza powołanie filozoficzne przybyło podczas nocy spędzonej w jakimś pokoju w okolicach Ulm. Nietzschemu Wiekuisty objawił się w dro...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin