Jestem Twoim Cieniem- 0-1.pdf

(159 KB) Pobierz
J estem T woim C ieniem
Autor: basia871
Beta: PseudoFF
963828977.001.png
Prolog
Z nowu miała ten sam sen.
Stała w tłumie ludzi a jednak czuła, że jest sama w tym wielkim zgiełku. Wiedziała, że nikt jej
przed Nim nie obroni. Czuła jego wzrok na sobie, jego zimny oddech na szyi, a jednak nie
widziała go. Był jak cień, który czaił się, aby zaatakować w odpowiednim momencie. Chciał ją
mieć tylko dla siebie. Pożądał jej, pragnął. Czuła zbliżające się niebezpieczeństwo, błagała o
pomoc, ale nikt jej nie słyszał. Uciekła, ale wiedziała, że nie umknie przed Nim. Znalazła się w
korytarzu, na którym nagle zgasły światła. Ogarnęła ją wszechogarniająca ciemność. Nic nie
widziała. Szła po ścianie. Nagle poczuła ten zapach, Jego zapach. On tu był, tuż za nią, czaił się.
– Tęskniłaś za mną? – Usłyszała dobrze znany jej głos, który przyprawił ją o dreszcze na całej
skórze. – Bo ja bardzo. Myślę o tobie dzień i noc.
Chciała krzyknąć, ale głos uwiązł jej w gardle. Czuła jego bliskość, był blisko, osaczał ją.
Poczuła jego dłoń na policzku, próbowała ją odtrącić, ale została uwięziona w jego żelaznym
uścisku. Chwilę potem przyciskał ją do twardej ściany. Cegły uwierały ją w plecy, czuła mrowienie
wzdłuż kręgosłupa.
– Cudownie pachniesz. Uwielbiam twój zapach, całą ciebie uwielbiam.
Ich twarze dzieliły jedynie centymetry, ale nadal go nie widziała. Krył się za nim jakiś cień.
Poczuła jego ręce na swoim ciele, a z jego gardła wydobywał się zmysłowy pomruk. Nie mogła go
powstrzymać, paraliżował ją strach.
– Nie bój się mnie, nic ci przy mnie nie grozi. Nikt cię nie skrzywdzi. Jesteś tylko moja,
pamiętaj o tym.
Nachylił się, aby ją pocałować. Przeczuwała, że chce to zrobić, kiedy poczuła oddech przy
swoim ustach. Siłą wepchnął swój język do jej gardła. Ostatnimi siłami go odepchnęła.
– Zostaw mnie!
– Nie mogę, kochanie – powiedział. – Jesteśmy związani ze sobą na zawsze. Jestem Twoim
Cieniem, nie zapominaj o tym.
Obudziła się z krzykiem na ustach. Serce biło jej jak oszalałe, krew szybciej krążyła w żyłach.
Oddychała ciężko zanim zdążyła się uspokoić. Próbowała chwycić szklankę z wodą zawsze stojącą
na nocnym stoliku obok łóżka, ale nie udało jej się. Szkło wyślizgnęło się z rąk i upadło na podłogę,
a woda ochlapała jej cienką, jedwabną koszulkę. Przez cały czas drżała na całym ciele. Ale to nie
przez zimną wodą, którą niechcący na siebie wylała, tylko przez senny koszmar.
– Spokojnie, to tylko sen – powtarzała sobie próbując się uspokoić.
Ręce bez przerwy jej drżały, ale jakoś udało jej się zapalić światło. Z trudem pokonała drogę
do łazienki, gdzie odkręciła kran i ochlapała mokrą od potu twarz. Długo przyglądała się swojemu
odbiciu w lustrze. Przez te parę tygodni jej cera wyrażała oznaki zmęczenia i stresu. Zapadnięte
policzki, blada twarz, cienie pod oczami. Była cieniem człowieka, ta sytuacja zaczęła ją powoli
wykańczać. Ile to jeszcze potrwa, pytała samą siebie, ale nie potrafiła odpowiedzieć. Dlaczego
właśnie ja? Nasunęło jej się na myśl kolejne pytanie. Spojrzała na siebie. Nie była pięknością, ani
jakąś gwiazdą filmową czy estrady za którą szalałby jakiś zboczeniec. Miała pospolitą urodę.
Kasztanowe włosy nigdy nie układały się tak jak by chciała. Każdy kosmyk sterczał w inną stronę,
dlatego zawsze związywała jej w koński ogon wysoko nad karkiem. Orzechowe oczy, owalna
twarz, wąskie usta. Ot, zwykła dziewczyna. Ani piękna, ani brzydka. Po prostu zwyczajna.
Dlaczego ja? Wielu zadaje sobie to pytanie kiedy coś go spotka i nigdy nikt na nie nie odpowiada.
Bo nie ma na nie odpowiedzi.
Zakręciła wodę i wróciła do łóżka. Ledwie się położyła, a zadzwonił telefon. Minęło parę
sekund, zanim zdecydowała się odebrać. Tylko jedna osoba mogła telefonować w środku nocy.
– Halo – powiedziała, kurczowo trzymając słuchawkę w rękach.
– Śniłaś o mnie? – usłyszała dobrze znany jej głos. Jej serce znowu zamarło ze strachu. Znowu
On. – Jestem pewien, że tak. Ja o tobie śnię codziennie. Chciałbym cię mieć tutaj przy sobie, czuć
zapach twojego aksamitnego ciała. Słyszeć twój głos. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię pragnę i
marzę o tobie. O dotyku twoich drobnych dłoni, o twoich pocałunkach.
– Dlaczego mnie dręczysz? – krzyknęła do słuchawki. Odpowiedział jej tylko ciężki oddech. –
Czemu nie dasz mi spokoju.
– Nie mogę, skarbie. Jesteśmy złączeni na zawsze.
– Kim ty do diabła jesteś?
– Nie wiesz? – Roześmiał się. Ciarki przeszły jej po plecach. Zrobiło jej się zimno. Ale to nie
wpływ temperatury pokoju, tylko osoby po drugiej stronie słuchawki. – Jestem Twoim Cieniem...
Po chwili usłyszała krótki sygnał, oznaczający przerwane połączenie. Chwilę jeszcze trzymała
słuchawkę w drżących rękach. Była cała rozdygotana. W uszach brzmiały jej ostatnie słowa:
” Jestem Twoim Cieniem”.
Rozdział 1
C zy można kogoś pokochać od pierwszego wejrzenia? Myślał, że tak. Co więcej, on głęboko
w to wierzył. Zawsze był romantykiem. Odkąd pamiętał marzył o wielkiej miłości, takiej aż po
grób. Czekał na nią i wiedział, że dane mu będzie ją spotkać. Trzeba być tylko cierpliwym. A on
potrafił to jak mało kto. Nauczył się cierpliwości i wytrwałości już w młodości.
Pamiętał jak w dzieciństwie czekał na ojca, który pracował do późna. Często nawet nie wracał
do domu. Ale on nadal czekał. Chciał, żeby jak inni ojcowie poświęcał mu swój wolny czas. Zagrał
z nim w piłkę, poczytał bajkę na dobranoc, pocałował przed snem w jego maleńkie czoło i
powiedział jak bardzo go kocha. Lecz do nigdy się nie zdarzyło. W końcu przestał czekać. Ojciec
opuścił ich jak miał dziesięć lat. Znalazł inną kobietę, dużo od niego młodszą. Zostawił swojego
jedynego syna. Teraz z biegiem czasu wiedział, że nigdy go nie kochał. Zostawił go jakby go nigdy
nie było, jakby nigdy dla niego nie istniał. Teraz i ojciec przestał dla niego istnieć. Skoro ich
zostawił to umarł, na zawsze. W jego sercu i myślach nie było już dla niego miejsca. Nie znał
takiego słowa jak ojciec, bo po prostu go nie miał. Została mu tylko ukochana matka, która dbała o
niego i chciała, żeby był szczęśliwy. I to jej się udało. Szkoda tylko, że nie dożyła chwili kiedy
podzieli się z nią swoim szczęściem, które go spotkało.
To szczęście miało na imię Sophie. Sophie, Sophie, raz po raz powtarzał jej imię. Była taka
piękna, słodka i wrażliwa. Przywołał w pamięci jej obraz. Jej długie kasztanowe włosy połyskiwały
w słońcu, a orzechowe oczy błyszczały. To spotkało go tak nagle, jak uderzenie pioruna. Miłość od
pierwszego wejrzenia. Wierzył, że będą razem już na zawsze. Ale jego marzenia rozprysły się jak
bańka mydlana, legły w gruzach. Spojrzał na jej zdjęcie oprawione w drewnianą ramkę stojące na
biurku. Już nigdy nie będą razem. Już jej nie ma. A wszystko przez jej pieprzoną rodzinkę. Nie
pozwolili im być razem, rozdzielili ich. To wszystko przez nich, przez ich zazdrość. Zazdrościli im
szczęścia i miłości. Zniszczyli ich marzenia, nadzieje na przyszłość. On ją kochał, nadal ją kocha.
Ponad życie. Nie wie jak ma dalej bez niej żyć.
Musi o niej zapomnieć. Nic ani nikt mu jej nie zwróci. Jego ukochanej, słodkiej Sophie. Jej już
nie ma. Odeszła na zawsze. Zostało mu tylko jej wspomnienie.
Zerknął na swoje mieszkanie. Wszędzie stały spakowane kartonowe pudła, w których było całe
jego dotychczasowe życie. Zostawiał je teraz za sobą, chciał zacząć wszystko od początku. Musiał
nauczyć się żyć bez niej, bez miłości swojego życia. Nie wiedział, czy będzie potrafił, ale
przynajmniej spróbuje. Nie znajdzie drugiej takiej jak ona. To wiedział na pewno. Bo w całym
świecie nie ma takiej drugiej. Spojrzał na wyświetlacz swojej komórki. Na tapecie nadal miał jej
zdjęcie. Wyobrażał sobie, że zadzwoni do niej i znowu usłyszy jej głos nagrany na automatycznej
sekretarce. Ale to było niemożliwe. A może jednak? Może jej telefon jeszcze działa, zastanowił się.
Może jeszcze nie wyrzucili jej komórki. Postanowił to sprawdzić. Wybrał odpowiedni numer.
Sophie Morgan. W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Tak miło było usłyszeć jej głos. Był taki dźwięczny i melodyjny. Od razu zrobiło mu się cieplej
na duszy i w sercu. Wydawało mu się tak, jakby ona nadal tu była, obok niego. Parę razy wybierał
jej numer, po to aby usłyszeć jej głos. Mógłby słuchać tego przez cały dzień i nigdy nie miałby
dość.
Sophie Morgan .W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Sophie Morgan .W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Sophie Morgan .W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Sophie Morgan .W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Sophie Morgan .W tej chwili nie mogę odebrać. Proszę zostawić wiadomość lub zadzwonić
później.
Miał wobec niej wielkie plany, marzył, żeby z nią zamieszkać. Miała zostać jego żoną. Nosiłby
ją na rękach, dbał by o nią i kochał. Przede wszystkim kochał. Miłość jest najważniejsza. Kiedy jej
nie brakuje wszystko inne schodzi na dalszy plan. Nic nie jest tak ważne. Ale teraz nie ma już to
najmniejszego znaczenia. Na wszystko jest już za późno.
Otrząsnął się i zaczął znosić wszystkie pudła do samochodu. Postanowił się stąd wyprowadzić
i uciec jak najdalej. Musiał jeszcze załatwić dwie ostatnie sprawy zanim wyjedzie stąd raz na
zawsze. Po pierwsze podrzuci klucze od mieszkania do swojej agentki nieruchomości, a po drugie...
pożegna się ze swoją Sophie. Tym razem na zawsze.
Kimberly Parker zaparkowała swoje BMV, prezent do rodziców na swoje osiemnaste urodziny,
na parkingu przed wieżowcem na Madison Avenue. Szybko wyskoczyła z auta, zabierając ze sobą
laptopa i torebkę. Zawsze żyła w biegu. Musiała. Nowy York to było miasto tętniące życiem, nawet
o takiej porze jak teraz. Miało tyle możliwości, pod warunkiem, że dało się coś od siebie. A ona
Zgłoś jeśli naruszono regulamin