Czarne Rondo.pdf
(
323 KB
)
Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
K
iedy się stanie w kierunku Marcinkiszek od strony
Ponieździla, Barbaryszek i Dugnów, czyli twarzą na pół-
noc, wzrok prześlizgnie się po rojstach i karłowatych,
kępami rozsypanych zagajnikach, z kosołoziną i wierz-
bą, z kruszyną, osiką i brzózką. Tam, powiadano, gleby
gliniaste, białosine, tam, powiadano, aluminium choć
gołymi rękami wygarniaj. Tam, powiadano, wodzi.
To wina aluminium, że kiepskie urodzaje na tych
gruntach. Nie obsiewano ich, nie meliorowano, jakby za
karę. Nad tymi terenami, powiadano, wiedźmy siodłają
miotły i na sabat śpieszą, mleko krowom w wymionach
warzą. Pyliły i płonęły trakty w pobliżu, grzmiała palba,
trup padał gęsto. Tamtędy bano się przechodzić. W zi-
mowe rozchwieje tam wodziło grzesznych, ludzie na
śmierć zamarzali, wilki watahami napadały, tam też,
w połowie drogi polno-leśnej między Marcinkiszkami
a Ponieździlem, rosła olbrzymia grusza, która rodzi-
ła zatrute owoce, do gruszek niepodobne. Tamtędy
też w dawnych czasach wiódł gościniec z Dajnowy
do Ejszyszek, największego miasta w tych stronach,
gdzie odbywały się cotygodniowe targi, handlowano
bydłem i końmi, wszystkim i niczym, i gdzie królowali
5
kieszonkowcy, prawdziwi panowie bazaru i bożyszcza
młodzieży. Nosili modne kolorowe marynarki i szerokie
spodnie, ręce w kieszeniach, papierosy w zębach. Grali
na ustnych harmonijkach i tańczyli wprost na placu,
wziąwszy się pod boki. Nikogo się nie bali, bo władza
z nimi trzymała. Odór końskiego moczu pomieszanego
z potem wisiał nad targowiskiem, drażnił nozdrza, prze-
nikał kożuryny, od wrzawy pękały bębenki w uszach,
ciekła krew z rozbitych nosów. Wielu sztukmistrzów
i cyrkowców występowało na scenie z beczek po so-
lonych śledziach i ogórkach. Napinali muskuły, prężyli
torsy, łamali podkowy i rwali łańcuchy. Dziewczyny
przyjezdne obnażały cycki, proboszcz z ambony rzucał
klątwy. Nie brakowało gapiów podziwiających atletów.
Popiskiwały z uciechy panny na wydaniu, pocierały
udami rozbudzone wdowy. Złodzieje lgnęli do ludzi.
Koło kościoła zaś nawiązywano o wiele przyjemniejsze
kontakty, tam tworzyły się narzeczeńskie pary, przed
ołtarzem i ksiądz miał swój zarobek.
Trakt między Dajnową a Ejszyszkami. Tamtędy
dzieciaki bały się przechodzić, konie się ochwacały,
siarę zamiast mleka krowy dawały, chleb był skażony
trującym kwasem. Winne temu było ponoć aluminium
w glinie, chociaż z tej gleby lepiono chlewy i gumna,
a i chałupy, mieszając glinę z jałowcem, słomą i krowim
łajnem. Wczesnym latem ze ścian lepianek wyrajały się
trzmiele.
– O, widzisz, widzisz, wiedźma leci – wykrzykiwa-
ła dzieciarnia i pstrykała palcami w niebo.
6
Plik z chomika:
karolinahandzel1
Inne pliki z tego folderu:
Photonovel The Debt E-book.pdf
(3206 KB)
Domek Trzech Kotow.pdf
(151 KB)
Ebook Drzewo Laurowe Iskierki.pdf
(980 KB)
Male Bure Skakadlo.pdf
(1890 KB)
E-book Nagrobek Z Lastryko Czarne.pdf
(254 KB)
Inne foldery tego chomika:
Pliki dostępne do 01.06.2025
Pliki dostępne do 19.01.2025
====Bracia Salvatore
■ W.I.T.C.H. Czarodziejki
► EMULATOR GBA NA PSP + POKEMONY
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin