numer09.pdf
(
9944 KB
)
Pobierz
ORGAN MEDIALNY POROZUMIENIA POKOLEŃ KRE
SOWYCH
K R E S O W Y
Serwis Informacyjny
PAMIĘTAĆ O KRESACH, O MAŁEJ OJCZYŹNIE PRZODKÓW,
TO NIE TYLKO OBOWIĄZEK, ALE ZASZCZYT
Numer 02/2012 (09)
1 lutego
KRES KRESÓW Rzeczypospolitej Polskiej
DEPOLONIZACJA KRESÓW WSCHODNICH
Depolonizacja naszych Kresów czyli „ usuwanie żywiołu polskiego” z
obszarów historycznie przynależnych Rzeczypospolitej Obojga Narodów,
rozpoczęła się już po 1921 roku. Paradoksalnie nastąpiło to po zwycię-
stwie nad armią bolszewicką. Po podpisaniu traktatu ryskiego w 1921
roku, który m.in. ustalał przebieg nowej polskiej granicy, na wschód od
ówczesnej granicy pozostało większość ziem odebranych Polsce jeszcze
za czasów drugiego rozbioru i ziemie zajęte przez Rosję w pierwszym
rozbiorze. Na terenach tych pozostała liczna społeczność polska, szaco-
wana na 1,2 miliona [...] więcej strona 2
NIE ZAPOMNIJ O KRESACH
„Nie zapomnij o Kresach” nowa książka ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskie-
go, autora książek:
„Księża wobec bezpieki na przykładzie Archidiecezji Krakowskiej”,
„Ludzie dobrzy jak chleb”,
„Przemilczane ludobójstwo na Kresach”,
„Moje życie nielegalne”,
oraz wielu publikacji prasowych m.in. w „Gazecie Polskiej”, „Rzeczpospo-
litej”, audycji radiowych i telewizyjnych.
Wobec fałszowania historii dotyczącej ludobójstwa popełnionego na
Polakach na Kresach Południowo – Wschodnich II RP. jak również
milczenia historycznego polskiego establishmentu autor od wielu lat
prowadzi walkę o prawdę historyczną, a będąc publicystą historycz-
nym swoimi pracami nie tylko zmierza do poznania prawdy, ale jego
prace mają wielkie znaczenie edukacyjne.
Więcej, czytaj w numerze
ŚWIĘTO ŻOŁNIERZY z 27 WDP AK
68 lat temu, płk „Luboń” na odprawie
oicerów w dniu 28 stycznia 1944 r. podjął decyzję o organizowaniu
wojska w ramach dywizji piechoty. Przyjęto nazwę jednostki nawiązującą
do przedwojennej kowelskiej
27 Dywizji Piechoty. Więcej w numerze
Zesłanie
-
kara polegająca na
przymusowym prze
-
siedleniu, z reguły
do rejonu znacznie
oddalonego od miej
-
sca zamieszkania, ale
znajdującego się pod
kontrolą władz stosu
-
jących tę karę. Prze
-
ważnie jako miejsce
zesłania władze wy
-
bierały obszary słabo
zasiedlone i o niskim
stopniu rozwoju cywi
-
lizacyjnego. Zesłanie
może dotyczyć zarów
-
no pojedynczych osób
jak i całych grup et
-
nicznych. Często jest
traktowane jako syno
-
nim deportacji.
Kara ta stosowana była
już w starożytności,
głównie z powodów
politycznych. Liczne
przypadki zesłania
znane są w historii sta
-
rożytnego Rzymu.
Kresowy Serwis Informacyjny - 1 lutego 2012 - strona 1
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
DEPOLONIZACJA KRESÓW WSCHODNICH
Redakcja
stalinowskich dysponujemy bo-
gatą dokumentacją. Taką specyi-
kę miała tamtejsza administracja.
Znamy pomysłodawców i bezpo-
średnich katów, choć część archi-
wów w Moskwie i stolicach byłych
republik sowieckich wciąż pozo-
staje zamknięta -pisze dr Tomasz
Sommer [„Rozstrzelać Polaków -
Ludobójstwo Polaków w Związku
Sowieckim w latach 1937-1938,
Dokumenty z centrali”. Przełożył i
opracował dr Tomasz Sommer. Za
Fronda.pl]
Amir Weiner stwierdza, że do
1939 r. 16.860 Polaków w Gułagu
stanowiło 1.28% więźniów, pod-
czas gdy Polonia wtedy stanowi-
ła zaledwie 0.37% społeczeństwa
sowieckiego.(..) Jak przypomniał
Bogdan Musiał, Związek Sowiec-
ki uznawał Polskę jako „wroga
numer jeden”, a sowiecką Polonię
jako gniazdo agentów RP. Stąd
rzeź Polonii, stąd logika paktu Sta-
lin-Hitler w 1939 r. Świadomość o
tym wszystkim przenika bardzo
powoli do społeczeństwa postPR-
Lowskiego, a w tym do posowiec-
ku „wykształconych” historyków i
ich klonów. Ale wyłom jest. Chy-
ba jako pierwszy po 1989 r. pisał
o rzezi Polonii Wojciech Lizak w
„Rozstrzelana Polonia: Polacy
w ZSRR, 1917-1939” (Szczecin:
Prywatny Instytut Analiz Społecz-
nych, 1990). Pionierską pracę o
antypolskim aspekcie czerwone-
go terroru opublikował białoruski
uczony Mikołaj Iwanow, „Pierw-
szy naród ukarany: Polacy w
Związku Radzieckim, 1921-1939”
- (Warszawa and Wrocław: Polskie
Wydawnictwo Naukowe, 1991)
II Wojna światowa pozwoliła na
kontynuację depolonizacji w roz-
miarach znacznie większych, ale
tym razem już nie tylko przez So-
wietów.
Trafnie podsumowuje w swoim
artykule „Sowieckie deportacje -
zagłada Kresów II RP” Tadeusz
M. Płużański [http://www.bibula.
com/?p=19425] pisząc: „10 lu-
tego 1940 r. – to druga data – po
sowieckiej agresji 17 września
1939 r., która głęboko zapadła w
pamięci mieszkańców Kresów
Wschodnich II Rzeczypospolitej.
70 lat temu, o świcie, rozpoczęła
się pierwsza masowa wywózka
Polaków do syberyjskich łagrów,
oicjalnie nazywana “przesiedle-
niem”. Objęła ponad 220 tys. ludzi
– urzędników państwowych (m.in.
sędziów, prokuratorów, policjan-
tów), działaczy samorządowych,
leśników, a także właścicieli ziem-
skich i osadników wojskowych
z rodzinami. Wywiezieni traili
do północnych regionów ZSRS,
w okolice Archangielska oraz do
Irkucka, Kraju Krasnojarskiego
i Komi. Ocenia się, że podczas
czterech wielkich deportacji, któ-
re trwały do czerwca 1941 r., na
nieludzką ziemię Sowieci zesłali
łącznie od 1,5 do 2 milionów Po-
laków.
Sowieckie deportacje były jedną z
najcięższych zbrodni dokonanych
na Narodzie Polskim w latach 1939
– 1945. Szkoda tylko, że do dziś
(zarówno w Polsce, a tym bardziej
na Zachodzie) niewiele mówi się
o zbrodniach Sowietów, w przeci-
wieństwie do zbrodni “nazistów”,
czego dowodem są np. coroczne
obchody rocznicy wyzwolenia KL
Auschwitz, którym nadaje się mię-
dzynarodowy charakter. Ale cóż, o
pamięci historycznej ciągle decy-
duje bieżąca polityka.
70 lat od tych tragicznych wyda-
rzeń Rosja – prawny i moralny
spadkobierca ZSRS – udaje (przy
cichej aprobacie możnych tego
świata), że tematu nie ma i ani
myśli o wypłacie tysiącom repre-
sjonowanych należnych im od-
szkodowań. Co jakiś czas Kreml
mówi co prawda, że zadośćuczy-
ni wszystkim poszkodowanym (o
kogo chodzi i w wyniku czego zo-
stali poszkodowani, tego już oczy-
wiście się nie dowiemy). A jak ma
zapłacić wszystkim, to wiadomo,
że nie zapłaci nikomu. To jedno z
wielu kłamstw Moskwy, kłamstw
dobrze znanych z historii. Polskie
władze tradycyjnie nie interweniu-
ją, aby nie drażnić Wielkiego Bra-
ta.”(….)
Według danych NKWD, podczas
pierwszej wywózki wysiedlono
w sumie prawie 140 tys. osadni-
ków i leśników wraz z rodzina-
mi, których umieszczono w 115
specposiołkach, rozrzuconych
w 21 krajach i obwodach ZSRS.
Większość pracowała w przedsię-
biorstwach Ludowego Komisa-
riatu Przemysłu Leśnego - 17.077
rodzin (85.779 osób, czyli 61,5%
ogółu zesłańców), COL-esu – Lu-
dowego Komisariatu Komunika-
cji – 4573 rodziny (23.026 osób,
16,5%) i Ludowego Komisariatu
Hutnictwa Metali Kolorowych –
3951 rodzin (19.455 osób, 13,9%).
Pozostałych 1867 rodzin (11.336
osób, 8,1%) przekazano do Ludo-
wych Komisariatów: Przemysłu
Miejscowego, Hutnictwa Żelaza i
Stali, Budownictwa, Uzbrojenia,
Materiałów Budowlanych oraz do
leśnych obozów NKWD.
Pod tymi suchymi, acz znamien-
nymi liczbami, kryją się tragiczne
losy łagierników. Pracowali często
po pas w śniegu lub w zatęchłych
szybach kopalnianych, w potwor-
nych warunkach sanitarnych,
higienicznych i klimatycznych
(zimą wielkie mrozy, latem upały
z wszechobecnymi meszkami i ko-
marami), bez choćby minimalnych
zabezpieczeń i opieki zdrowotnej.
Umierali albo tracili zdrowie z
wycieńczenia, zimna i głodu. Po-
lacy byli przy tym traktowani jak
ludzie niższej kategorii – pozba-
wieni wszelkich praw “wrogowie
ludu” i “burżuje”. NKWD-ziści na
każdym kroku powtarzali: “Polski
już nigdy nie będzie”.
Elitę II RP wymordowano m.in. w
Katyniu. Wszystko zgodnie z so-
wieckim planem zagłady narodu
polskiego”.
litego narodowościowo państwa
ukraińskiego i zjednoczenie w jego
obrębie wszystkich ziem zamiesz-
kanych przez Ukraińców. Hasło
"Ukraina dla Ukraińców" sformu-
łowane już na początku XX wie-
ku było intensywnie propagowane
przez nacjonalistycznych działa-
czy, szczególnie od wybuchu II
wojny światowej, którą ukraińscy
przywódcy jednej z dwu frakcji
OUN (banderowskiej) uznali za
dziejową okazję do wszczęcia tzw.
rewolucji narodowej.
Depolonizacja naszych Kresów
czyli „ usuwanie żywiołu polskie-
go” z obszarów historycznie przy-
należnych Rzeczypospolitej Oboj-
ga Narodów, rozpoczęła się już po
1921 roku. Paradoksalnie nastąpiło
to po zwycięstwie nad armią bol-
szewicką. Po podpisaniu traktatu
ryskiego w 1921 roku, który m.in.
ustalał przebieg nowej polskiej
granicy, na wschód od ówczesnej
granicy pozostało większość ziem
odebranych Polsce jeszcze za cza-
sów drugiego rozbioru i ziemie za-
jęte przez Rosję w pierwszym roz-
biorze. Na terenach tych pozostała
liczna społeczność polska, szaco-
wana na 1,2 miliona [M. Iwanow,
Pierwszy naród ukarany. Polacy w
Związku Radzieckim 1921-1939,
Warszawa-Wrocław 1991 s. 74-
75] do 2 milionów [dane według
dr hab. Janusza Kurtyki Biuletyn
IPN, nr. 1-2 (96-97) 2009] Pola-
ków. Kolejne ponad 100 tysięcy
Polaków wyemigrowało do Pol-
ski ze wschodu, byli to głównie
ziemianie i inteligencja Więk-
szymi miastami o charakterze
polskim były Mińsk i Żytomierz.
Początkowo na potrzeby polskiej
społeczności utworzyły władze
radzieckie polskie okręgi naro-
dowościowe, Marchlewszczyznę
i Dzierżyńszczyznę. Zostały one
zlikwidowane w latach trzydzie-
stych XX wieku na fali polityki
asymilacji nierosyjskich narodów
w ZSRR, w tym czasie na wielu
Polaków spadły brutalne represje
i przymusowe deportacje w głąb
ZSRR. http://pl.wikipedia.org/
wiki/Kresy_Wschodnie]
Tamci Kresowianie, zostali „pozo-
stawieni sobie” napisał w swoim
opracowaniu: Andrzej Grajewski
„Kresy ocalone i stracone” [http://
gosc.pl/doc/828773.Kresy-ocalo-
ne-i-stracone/3]
„Całe polskie regiony na rozkaz
Stalina przesiedlono do Kazach-
stanu, a inteligencję oraz grupy
przywódcze rozstrzelano. To był
ostateczny kres dziedzictwa I Rze-
czypospolitej”
Rzeź Polaków w Związku Sowiec-
kim w latach 1937-38 to jedna z
wielkich białych plam w historii
Polski. W tym czasie na rozkaz
Stalina zamordowano w ZSRS
111 tysięcy mieszkających tam
Polaków. Rozkaz nr 00485 w tej
sprawie wydał ludowy komisarz
spraw wewnętrznych NKWD
Nikołaj Jeżow. Okazuje się, że
zagłada Polaków, typowe ludo-
bójstwo etniczne XX-wiecznych
totalitaryzmów, Stalin przeprowa-
dził znacznie wcześniej niż za-
rządzony przez Hitlera Holokaust
narodu żydowskiego, o którym tak
wiele się mówi.
„Dane moskiewskiego Memoriału
mówią o 143 810 osobach repre-
sjonowanych, 139 835 skazanych
i 111 091 rozstrzelanych. Skąd tak
dokładne liczby? Rosyjski histo-
ryk skompletował je w 1993 roku
na podstawie skrupulatnych rapor-
tów napływających regularnie z
wydziałów terenowych NKWD do
centrali na Łubiance, które zacho-
wały się w tamtejszym archiwum.
Dokumenty te udało się wyrwać
z paszczy KGB za prezydentury
Jelcyna. W przeciwieństwie do
Holokaustu w przypadku zbrodni
Ewa Siemaszko w swoim artykule
„Polacy na Kresach” [http://rodo-
wy.pl/kresy.html] pisze:
„Usuwanie żywiołu polskiego z
Kresów Wschodnich II Rzeczy-
pospolitej (województwa: wi-
leńskie, nowogródzkie, poleskie,
wołyńskie, lwowskie, tarnopol-
skie, stanisławowskie), zapo-
czątkowane z dniem wybuchu II
wojny światowej i mające miej-
sce podczas I okupacji sowieckiej
(1939-1941), okupacji litewskiej
części województwa wileńskiego
(1939-1940), okupacji niemieckiej
(1941-1944) i II okupacji sowiec-
kiej (1944-1945), odbywało się w
kilku wymiarach”.
Oczywiście na pierwszym miej-
scu stawia wymiar ludzki, bo
mamy tu do czynienie ze śmiertel-
ną eksterminacją oraz deportacje,
przesiedlenia, w tym ekspatriację,
wywóz na przymusowe roboty, wy-
muszone śmiertelnym zagrożeniem
uchodźstwo, pobór do obcej armii.
Dalej wymiar ekonomiczny umy-
słowy i duchowy. Nas w tym mate-
riale najbardziej interesują jednak
ludzie. Autorka trafnie zauważa,
że „skłonność okupantów do ge-
nerowania bądź podsycania an-
tagonizmów narodowościowych
stworzyły okazję do uaktywnienia
się części wrogo nastawionych
do państwa polskiego i Polaków
mniejszości narodowych II Rze-
czypospolitej: Ukraińców, Litwi-
nów, Białorusinów, Żydów.
Z wymienionych najgroźniejsi
dla Polaków kresowych okazali
się nacjonaliści ukraińscy, którzy
na terenie czterech województw:
wołyńskiego, tarnopolskiego, sta-
nisławowskiego i lwowskiego
dokonali zbrodni ludobójstwa na
ludności polskiej - trzeciego obok
ludobójstwa niemieckiego i so-
wieckiego.(…)”
W artykule „WIEŚ NA KRESACH
POŁUDNIOWO-WSCHODNICH
POD DWIEMA OKUPACJAMI”
[http://martyrologiawsipolskich.
pl/portal/mwp/405/2508/WIES_
NA_KRESACH_POLUDNIO-
WOWSCHODNICH__POD_
DWIEMA_OKUPACJAMI.html]
Ewa Siemaszko napisała:
„Depolonizację obszaru zamiesz-
kanego wspólnie przez Ukraińców
i Polaków OUN zaczęła od Woły-
nia. (…) Ludobójcze akcje na Wo-
łyniu i w Małopolsce Wschodniej
dotyczyły całej polskiej ludności
wiejskiej. (…) Ogółem na Wo-
łyniu i w Małopolsce Wschodniej
nacjonaliści ukraińscy zamordo-
wali około 130 tys. Polaków w
około 4100 miejscowościach.”
Wracając do wcześniejszego ar-
tykułu, pisała: „Początkowo (IV
kwartał 1942 i styczeń 1943) mor-
dowane były pojedyncze osoby i
rodziny”. Podjęta na wielką ska-
lę w 1943 r. akcja "oczyszczania
ziem ukraińskich z Lachów", była
pomysłem zrodzonym wiele lat
wcześniej jako wykwit skrajnie
nacjonalistycznej ideologii paru
kolejnych organizacji, w tym od
początku lat 30. Organizacji Na-
cjonalistów Ukraińskich (OUN).
W jej wyniku miała powstać nie-
podległa Ukraina. (…)
9 lutego 1943 r. miał miejsce
pierwszy masowy mord na Woły-
niu. Oddział nacjonalistów, pod-
szywając się pod partyzantów
sowieckich, wymordował całko-
wicie kolonię Parośla w powiecie
sarneńskim - zginęło 150 osób. Od
tego momentu mamy do czynie-
nia z eskalacją i rozszerzaniem się
morderczych napadów na coraz to
nowe rejony. (….)
W lipcu i sierpniu 1943 "rzezie
wołyńskie" osiągnęły apogeum,
a najtragiczniejszy był 11 lip-
ca. Mordy ogarnęły cały Wołyń
(prócz powiatu lubomelskiego,
który zaatakowano w ostatnich
dniach sierpnia), zaś największe
rozmiary przybrały w powiatach
włodzimierskim i horochowskim.
Wyjątkowość rzezi lata 1943 r.
polegała na usiłowaniu dokonania
eksterminacji Polaków w krótkim
czasie i na dużych obszarach. Wy-
magało to dobrze zorganizowa-
nych większych sił
-oprócz swych bojówek OUN -
UPA mobilizowała "pospolite ru-
szenie" chłopów ukraińskich”.
Zbliżanie się armii czerwonej
w 1944 roku nie powstrzymało
ukraińskich nacjonalistów od re-
alizacji ich zbrodniczych planów,
szczególnie w województwach są-
siadujących z wołyńskim.
W nocy z 22 na 23 lutego 1944
r., ukraińscy nacjonaliści zamor-
dowali ponad stu mieszkańców
Berezowicy Małej w powiecie
tarnopolskim. 28 lutego 1944r.,
w Hucie Pieniackiej, w powiecie
złoczowskim w województwie tar-
nopolskim, ukraińscy esesmani w
sile co najmniej jednego batalionu
wspierani przez kurenia UPA "Si-
romanci", oraz ukraińskich poli-
cjantów z Podhorzec i chłopów z
okolicznych wsi uzbrojonych w
noże i siekiery wymordowali od
1000 do 1200 osób.
Według E.Siemaszko: „Ostat-
nim etapem depolonizacji Woły-
nia i Małopolski Wschodniej, po
wyparciu Niemców przez Armię
Czerwoną i włączeniu omawiane-
go obszaru do Związku Sowieckie-
go, była tzw. ekspatriacja w latach
1944–1946, czyli przesiedlenie
Polaków na terytorium Polski w
jej nowych granicach (w znacz-
nym stopniu przymusowe) na pod-
stawie zawartej 9 września 1944 r.
pomiędzy PKWN i Ukraińską So-
cjalistyczną Republiką Sowiecką
umowy o wymianie ludności (pol-
skiej, żydowskiej i ukraińskiej).
W wyniku tej operacji południo-
wo-wschodnie województwa kre-
sowe opuściło ok. 800 tys. osób
narodowości polskiej.”
Wkrótce przyszły następne maso-
we wywózki. Zaledwie dwa mie-
siące później, 13 kwietnia 1940 r.,
deportowano kolejnych Polaków
(ok. 61 tys. osób) – przede wszyst-
kim rodziny osób poprzednio
“przesiedlonych”, w większości
kobiety i dzieci. Transporty kiero-
wano tym razem nie na północ, jak
podczas pierwszej wywózki, tyl-
ko na południe azjatyckiej części
ZSRR, do Kazachstanu.
Wkrótce – 29 czerwca 1940 r. So-
wieci wywieźli ok. 78 tys. Pola-
ków – nie tylko mieszkańców Kre-
sów, ale także tych, którzy dotarli
tam, uciekając przed Niemcami.
Czwarta wywózka – w nocy z 21
na 22 maja 1941 r. objęła ponad 12
tys. osób z terenów “Zachodniej
Ukrainy”. Kolejne deportacje po-
wstrzymali Niemcy, uderzając na
Związek Sowiecki.
Głównym celem OUN było wy-
walczenie niepodległego, jedno-
Strona 2 - Kresowy Serwis Informacyjny - 1 lutego 2012
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
To był początek…
Bogusław Szarwiło
„sotnik” za kołnierz, bił wybijając
przednie zęby, zakrwawionego trzy-
mał przy sobie w domu. Po około
półgodzinie wyszedł pobity ojciec z
spuszczoną głową, nie odezwał się
już potem do nikogo.(….)
W ciągu dnia do naszego domu
przychodzili inni bandyci, z którymi
dowódca przeprowadzał narady w
jadalni, pilnie strzeżonej przez wy-
znaczonych wartowników. (…) Sły-
chać było odgłosy rąbania siekierą
i nieludzkie jęki. Po kilku minutach
szedł następny Kozak, a my słysze-
liśmy podobne do poprzednich jęki
i odgłosy. Tak było aż do ostatniego
Kozaka, za którym wyszedł dowód-
ca i powiedział nam, że sypialnia
jest wolna.(…) W sypialni byliśmy
bez wartownika. Warta szczelnie
otaczała nasz dom. (…)
Po dłuższym czasie do sypialni
wszedł dowódca z mina bardzo
zadowoloną, za nim kilku bande-
rowców rozebranych do koszul, ro-
ześmianych. Dowódca powiedział
nam: „Musicie się położyć, my was
powiążemy, żeby Niemcy was nie
skrzywdzili za przetrzymywanie i
karmienie partyzantów”. Rozka-
zał położyć się twarzą do podłogi i
nastąpiło bestialskie mordowanie,
rąbanie naszych głów siekierami.
(…) Po upływie jakiegoś czasu od-
zyskałem przytomność i usłyszałem
banderowców z kuchni, chodzących
tam i z powrotem. W tym czasie sły-
szałem rzężenie mamy. Do dziś nie
wiem, dlaczego nie wstałem? Usły-
szałem wnet kroki zbliżającego się
do sypialni mordercy i natychmiast
ułożyłem się w tej samej pozycji
(chyba tylko z woli Boga). Wtedy
to morderca otworzył drzwi, rąb-
nął siekierą, chwilę postał, zamknął
drzwi i poszedł. (…) Po przerażają-
cej ciszy, usłyszałem odgłos oddala-
jących się skrzypiących sań.
(…)Cały byłem bardzo obola-
ły, odrętwiały. Wtedy to młodsza
siostra Teresa musiała odzyskać
przytomność, gdyż poruszyła się,
macając ręką podłogę. Spytałem:
„Lila ty żyjesz ?” Na co siostra ze
zdziwieniem odpowiedziała, raczej
spytała – „Dlaczego miałabym nie
żyć? Dlaczego my leżymy na pod-
łodze?”(…) Lila wstała i pomogła
mi wstać. Widok, który ukazał się
naszym oczom, był straszny. Nie do
objęcia umysłem ludzkim, tym bar-
dziej dziecięcym.(…)
W dniu 9 lutego 1943 roku (wto-
rek) wcześnie rano zbudzono nas
głośnym i natarczywym łomota-
niem w drzwi. Wyrwany ze snu oj-
ciec podszedł do okna i po powrocie
do sypialni powiedział do mamy,
że stoi tam duża grupa uzbrojonych
mężczyzn. Wtedy zerwaliśmy się
wszyscy na równe nogi. Ojciec po-
szedł otworzyć drzwi, do których
głośno łomotano. Ja z siostrą Teresą
– Lilą (tak na nią mówiliśmy) we-
szliśmy na piec chlebowy w kuchni,
z którego widok był na wprost drzwi
wejściowe. W tym czasie dziadek z
babcią przyszli z drugiego pokoju
do kuchni. Do kuchni jako pierwszy
wszedł wysoki, dobrze zbudowa-
ny, przystojny mężczyzna w wieku
około 30 lat. Był ubrany w zieloną
kurtkę z sukna, spodnie golfy, czar-
ne oicerki. Po zdjęciu kurtki miał
na sobie czarną marynarkę, ciemna
koszulę w groszki, krawat czarny.
Przez ramię miał przewieszony na
rzemiennym pasie nagan bębenko-
wy w pochwie.
Przedstawił się jako główny dowód-
ca partyzantki ruskiej (rosyjskiej).
Za nim wchodzili kolejno uzbrojeni
mężczyźni, których obserwowali-
śmy z pieca. (…) Broń ich była róż-
na: karabiny, automaty (wiemy to od
rodziców), strzelby, granaty, za pa-
sem siekiery i noże. (…) Liczyłem
wchodzących przez kuchnię do du-
żego pokoju, było ich szesnastu. Po
chwili wprowadzono Kozaków do
sypialni i wartowników do ich pil-
nowania. (…) Mama miał ugotować
rosół, napiec chleba i przygotować
dobry obiad. W godzinach przed-
południowych dowódca jeszcze raz
poszedł na rozmowę z Kozakami.
Chwilę potem wyszedł przebrany
w mundur wojskowy ojca, stwier-
dzając, że pasuje na niego i bardzo
mu się podoba. Powiedział też, że
„To (tj. mundur) nie jest moje i nie
będę tego brał”. Zdjął z powrotem
powiesił w sypialni. Wartownik
powiedział wówczas nie wiadomo
do kogo- „I tak z niego nie skorzy-
stasz”.
(…)Rozkazał „sotnikowi” zabrać
ojca do dużego pokoju, sam też tam
poszedł i ojciec był bity. W tym cza-
sie ja wyskoczyłem z mieszkania,
biegłem do stodoły ( była tam ukry-
ta broń). Po chwili chwycił mnie
Z trudem , bardzo przerażeni, wtedy
właśnie zrozumieliśmy, co się stało.
(…) Tak w męczarniach doczekali-
śmy następnego dnia. (…) Byliśmy
przekonani, że to tylko u nas tak się
stało, gdyż ojciec był odpowiedzial-
ny za broń, przechowywał ją prze-
cież. U stryjka wszyscy tak samo
byli pomordowani. Naprzeciw u
sąsiadów ten sam widok. Nie widać
żywej duszy. Słychać za to straszne
wycie psów. Nie dymiły nigdzie ko-
miny. Wróciliśmy z podwórka do
domu. Piec chlebowy był ciepły,
usiedliśmy przy nim zasłaniając się
pasiakiem. W pewnym momencie
usłyszeliśmy skrzypienie sań i zbli-
żające się kroki ludzkie. (…) Jako
piersi weszli Niemcy z psem, który
od razu doskoczył do nas. Ściągnię-
to zasłonę. Ujrzeliśmy jakieś zna-
jome nam twarze Jana i Antoniego
Przybyszów. Weszła też z nimi ko-
bieta. Była to Kazimiera Sulikow-
ska z Antonówki, która nas nama-
wiała i przekonywała, żebyśmy z
nimi poszli. (…) Tak więc opatuliła
nas w robocze kaftany ( tylko takie
http://www.program7.pl/?p=1191
zostały) i zawieziono nas na Majdan
(gm. Antonówka) odległe o 3 km od
Parośla. (…) Z Majdanu zabrał nas
Antoni Przybysz do kolonii Anto-
nówka. Lilę zabrali znajomi rodzi-
ców, bezdzietni Swobodowie. Ja
pozostałem u Jana Przybysza. Każ-
dego dnia Antoni Przybysz woził
mnie do lekarza, dra. Niedbalskiego.
Byłem uderzony obuchem siekiery
w tył głowy. Pęknięta i wgnieciona
kość czaszki, wybite przednie zęby.
Duże wgłębienie i ciągłe cierpienie
– zawroty głowy, ból serca, potwor-
ne lęki pozostały jako „pamiątka”
mordowania Polaków. Lila była tak-
że uderzona obuchem w tył głowy.
Pęknięta wgnieciona kość czaszki.
Rana długo się nie mogła zagoić.
Przez wiele lat cierpiała na dokucz-
liwe bóle i zawroty głowy. Wybite
przednie zęby. Leczona u lekarza
Oiary zbrodni ukraińskich na Kresach Wschodnich, b.d.m. [ze zbiorów IPN].
Kresowy Serwis Informacyjny - 1 lutego 2012 - strona 3
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
Oiary zbrodni ukraińskich na Kresach Wschodnich, b.d.m. [ze zbiorów IPN].
wcześniej widywano kilkuosobowe
patrole UPA, udające partyzantów
radzieckich. Większość historyków
jest zgodna, że był to pierwszy ma-
sowy mord UPA dokonany na lud-
ności polskiej, który można uznać
za początek rzezi wołyńskiej.
Wg Władysława Filara zbrodni do-
konała sotnia którą dowodził Ko-
rziuk Fedir ps.” Kora”. Liczba oiar
szacowana jest w granicach około
173 zamordowanych Polaków.
Kilka dni przed atakiem na polską
kolonię stoczyła walkę niemieckim
posterunkiem we Włodzimierzu.
Zabito jednego Niemca i trzech Ko-
zaków z oddziałem policji pomocni-
czej, zaś sześciu wzięto do niewoli.
Na drodze do Parośli w lesie sotnia
natknęła się pięciu mieszkańców
kolonii Wydymer pracujących przy
wyrębie drewna, których zamordo-
wano na miejscu. Przebieg napadu
przedstawiony w powyższej relacji
był podobny dla większości rodzin
polskich. Udało się uratować jedy-
nie 12 Polakom, w większości dzie-
ciom. Część z nich do końca życia
pozostała niepełnosprawna. Mają-
tek zabitych został zrabowany i wy-
wieziony na saniach. Wiadomość o
zbrodni w Parośli rozeszła się na-
stępnego dnia, kiedy do wsi pojechał
gospodarz z Wydymeru umówiony
na spotkanie z zamordowanym jak
się okazało gospodarzem Hilarym
Boberem, zaś do Wydymeru dotarła
ciężko ranna w Parośli Maria Buł-
gajewska. Do spalonej wsi zaczęli
przyjeżdżać również inni Polacy
z okolicy. Odwieźli oni rannych
do szpitala we Włodzimierzu oraz
poprosili o osłonę Niemców z An-
tonówki. Pod ich osłoną zdołali po-
Zbiorowa mogiła zabitych w Parośli
grzebać zamordowanych oraz wy-
konać fotograie ciał.
Zamordowani zostali pochowani
we wspólnym grobie, nad którym
usypano kurhan. Wieś Parośla prze-
stała istnieć. Jeszcze w 1943 został
wzniesiony pierwszy krzyż upa-
miętniający zabitych, który już nie
istnieje. W lesie, w miejscu dawnej
kolonii, Ukrainiec Antin Kowalczuk
wzniósł pamiątkowy krzyż z infor-
macją, że zbrodni dokonali nacjona-
liści ukraińscy
[2]
[1]Fragment relacji Damiana Ró-
życkiego. Ze zbiorów archiwum
„Na Rubierzy”. Wolsztyn, czerwiec
1997 r. Opublikowane również w
„Dzieci Kresów II” L. Kulińskiej
[2] Informacje zaczerpnięte z Ka-
lendarium ludobójstwa ukraińskie-
go dokonanego na ludności polskiej
w latach 1939 - 1948 Stanisława
Żurka, Władysław Filar, Wydarze-
nia wołyńskie 1939-1944,
Oiary zbrodni ukraińskich na Kresach Wschodnich, b.d.m. [ze zbiorów IPN].
dra. Konarskiego, który zdobywał
dla niej niezbędne leki od Niemców
leczących się u niego. W dniu mor-
dowania miałem 12 lat, siostra Lila
– 9 lat. (…)
[1]
Parośla I była polską osadą w
gminie Antonówka, w powiecie
sarneńskim województwa wołyń-
skiego, złożoną z 26 zagród, które
zamieszkiwały ok. 130 osób. Nikt z
mieszkańców nie spodziewał się ta-
kiego ataku jaki nastąpił, mimo, że
http://www.program7.pl/?p=1191
Krwawe zapusty w Berezowicy Małej.
Zagłada polskich Kresów
się monograie dokumentujące życie
na Kresach i ukraińskie zbrodnie.
Za sprawą świadków, którzy naj-
częściej własnym sumptem wydają
swoje wspomnienia, Kresy powoli
przestają być białą plamą na mapie
naszej narodowej martyrologii. W
tej niejako "czarnej serii" dokumen-
tującej zagładę polskich Kresów w
latach czterdziestych ubiegłego stu-
lecia ukazało się już wiele pozycji,
m.in. książka Władysława Kubowa
pt. "Polacy i Ukraińcy w Berezowi-
cy Małej koło Zbaraża", Jana Bia-
łowąsa "Wspomnienia z Ihrowicy",
Władysława Bąkowskiego "Zagłada
Huty Pieniackiej" czy "Podolskie
korzenie" Jana Kanasa, opisujące
życie i tragiczny koniec społeczno-
W nocy z 22 na 23 lutego 1944 r.
ukraińscy nacjonaliści zamordowali
ponad stu mieszkańców Berezowi-
cy Małej w powiecie tarnopolskim.
Ponad 20 polskich zagród puścili z
dymem. Nazajutrz, w środę popiel-
cową, pozostali przy życiu Polacy
pochowali w pośpiechu zabitych i
uciekli z rodzinnych stron. Podzieli-
li los milionów rodaków na polskich
Kresach.
Zapisywanie białych plam
Mord w Berezowicy Małej był jed-
ną z typowych rzezi dokonanych w
latach 1943-45 przez ukraińskich
nacjonalistów na ludności polskiej
zamieszkującej Kresy. W napadach
na poszczególne wioski liczba oiar
najczęściej szła w setki, czasami
"tylko" w dziesiątki, a już pojedyn-
czych i najczęściej zapomnianych
polskich mogił na tych ziemiach
nikt nie zliczy. Ostrożne szacunki
wskazują, że na Wołyniu i Podo-
lu Ukraińcy wymordowali grubo
ponad 100 tys. Polaków. W samej
Berezowicy Małej jednej nocy z rąk
bandytów Ukraińskiej Powstańczej
Armii padło 131 osób, z których 30
spalono żywcem.
O Polsce za Bugiem i o martyrologii
ludności kresowej w okresie PRL-u
nie wolno było głośno mówić. Po
1989 r. jak grzyby po deszczu zaczę-
ły powstawać stowarzyszenia kreso-
wiaków, a w ślad za nimi ukazywać
Redakcja
Szukając materiałów do artykułu o
zbrodni OUN-UPA w Bereznicy Ma-
łej znaleźliśmy opracowanie Adama
Kruczka które bardzo precyzyjnie
opisuje przebieg wydarzeń. Dlatego
prezentujemy je w całości polecając
naszym czytelnikom z okazji kolej-
nej rocznicy tych dramatycznych
chwil w historii naszego narodu.
Strona 4 - Kresowy Serwis Informacyjny - 1 lutego 2012
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
ści polskiej we wsi Łozowa.
biegając przez całą wieś Kurylczuk,
ratując w ten sposób życie wielu
mieszkańców Berezowicy.
Jednak zanim zaspani ludzie zdążyli
przygotować jakąkolwiek obronę,
do wsi wtargnęli Ukraińcy. Rodzina
Jaworskich z bronią w ręku podję-
ła walkę z bandytami i dzięki temu
przeżyła. Przeważnie jednak ludzie
szukali ocalenia w ucieczce. Biegli
do lasu, chowali się po sadach lub
w obejściach ukraińskich sąsiadów.
Wiele osób w popłochu schroniło
się w nielicznych we wsi muro-
wanych oborach. Części udało się
ukryć w kamiennych schronach po-
budowanych wcześniej na wieść o
rzeziach wołyńskich.
Niebronione domostwa były bez
trudu zdobywane przez banderow-
ców. W umocnionym niczym twier-
dza spichlerzu Antoniego Kwaśnic-
kiego Ukraińcy rozbili podwójne i
zaryglowane od wewnątrz drzwi.
Sześcioosobową rodzinę po zamor-
dowaniu obłożyli słomą i podpalili.
Podobny los spotkał 30 osób, które
schroniły się w murowanej oborze
Mikołaja Sesiuka. Ukraińcy naj-
pierw wyprowadzili z niej inwen-
tarz, a potem rozstrzelali z karabinu
maszynowego posadzonych pod
ścianą ludzi. Choć oborę podpalo-
no, kilku osobom udało się przeżyć.
Postrzelony Michał Budnik uciekł
przez strych, zostawiając zabitą
żonę i czworo dzieci. Ocalał też
Hryńko Pańczyszyn. Ukraińcy za-
strzelili mu żonę i córeczkę, a jemu
samemu darowali życie, gdy od-
mówił po ukraińsku pacierz. Mimo
postrzału w pierś przeżyła też Maria
Dżygała. Oprzytomniała w płonącej
oborze i przedarła się z niemowlę-
ciem przez ścianę ognia.
Więcej szczęścia mieli ludzie, któ-
rzy ukryli się w murowanej oborze
Jana Krąpca, ojca o. prof. Mieczy-
sława Alberta Krąpca, słynnego i-
lozofa, wieloletniego rektora Kato-
lickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Obora Krąpców nie została całkiem
spalona, gdyż leżała zbyt blisko
budynków ukraińskich sąsiadów.
Zresztą sąsiad ten uratował życie
Polakom, gdyż oszukał banderow-
ców, mówiąc, że obora Krąpca była
już przeszukiwana. Z ukrywających
się w niej ludzi zginęła "tylko" Pau-
lina Ciurys, która nie wytrzymała
nerwowo i wyszła na podwórze.
Banderowcy zastrzelili ją, a następ-
nie przerżnęli na pół piłą.
Ucieczką do lasu salwował się miej-
scowy ksiądz Jan Mądrzak. Razem
z rodziną Ziółkowskich, u których
mieszkał, uciekł do pobliskiego za-
gajnika. Brnąc po pas w śniegu, wy-
dostali się też z wioski bracia Wła-
dek i Bronek Kubowowie. Strzelali
do nich nie tylko Ukraińcy, lecz tak-
że stacjonujący w rejonie Turowej
Góry Niemcy, na których obecność
tak liczyli Polacy. Braciom udało się
dotrzeć do znajomych we wsi Do-
browody.
Władek Kubów zajrzał też do domu
swojego kolegi Franka Sowińskie-
go. Zdrętwiał na widok leżących
obok siebie zastrzelonych rodziców
Franka i jego samego, w drama-
tycznej pozie przewieszonego przez
okno. - Widać kule skosiły go przy
próbie ucieczki - wnioskował Ku-
bów.
Tej nocy zginęło w Berezowicy
Małej 131 polskich mieszkańców.
Zamordowanych grzebano w nie-
zwykłym pośpiechu. Pozostali przy
życiu musieli zdążyć z pochówkiem
za dnia, by nie nocować we wsi-
-cmentarzysku. I nie tyle chodziło o
lęk przed złymi duchami, co przed
powrotem nacjonalistów ukraiń-
skich, którzy w bestialski sposób
mordowali dosłownie każdego na-
potkanego Polaka.
- Popalone trupy pozbierano w prze-
ścieradła, włożono do paczek i tak
pochowano - wspomina Maria Ko-
zibroda, której udało się uciec w
czasie masakry do lasu. - Ksiądz Jan
Mędrzak powiedział, żeby wszyst-
kich pochować w jednym grobie - to
będzie pamiątka tych wydarzeń.
- Zbiłem dużą skrzynię i włożyłem
do niej żonę i czworo dzieci - wspo-
mina ranny i poparzony owej nocy
Michał Budnik. - Nie zostali jednak
pochowani. Zawieźliśmy skrzynię
ze zwłokami na cmentarz i tak ją
zostawiliśmy. Zbliżał się wieczór i
trzeba było uciekać...
Zmęczeni i osaczeni
Zima na Kresach w pierwszych
miesiącach 1944 r. była wyjątkowo
sroga
- śnieżna i mroźna. Dla miejscowej
ludności był to okres wytężonej
pracy. Cofający się przed Armią
Czerwoną Niemcy organizowali na
Podolu linię obrony. Do kopania
okopów i zwożenia drzew na umoc-
nienia zmuszali miejscową ludność.
Mieszkańcy położonej w pobliżu
historycznego Zbaraża Berezowicy
Małej pracowali przy niemieckich
umocnieniach codziennie, nawet w
niedziele. Władysław Kubów, jeden
z niewielu żyjących do dziś bere-
zowiczan, pamięta pilnującego ich
Niemca krzyczącego: "weiter we-
iter, schneller", i uderzającego szpi-
crutą po cholewie buta.
- Pomyślałem wtedy sobie, żeby tak
kiedyś nasze role zamieniły się -
wspomina pan Władysław. - I tak się
stało, bo mniej więcej po roku to ja
pilnowałem Niemców przy kopaniu
okopów w Lanzbergu, dzisiejszym
Gorzowie.
W Berezowicy po całodziennej
pracy przy zwożeniu drzewa i roz-
bijaniu zamarzniętej ziemi ludzie
myśleli tylko o odpoczynku. Tak
przeszedł we wsi karnawał i nawet
w zapusty nikt nie miał ochoty na
zabawę.
Tymczasem w nieodległym są-
siedztwie wsi zaczęły gromadzić
się znaczne siły przybywających z
Wołynia banderowców. Polaków
ostrzegali przed nimi znajomi Ukra-
ińcy, a także wysyłani na przeszpie-
gi wywiadowcy. W obawie przed
UPA we wsi zorganizowano nocne
posterunki i patrole. Jednak tej aku-
rat nocy berezowiczanie - po części
ze zmęczenia, a po części licząc
na bliskość niemieckiego wojska -
zlekceważyli ten obowiązek.
Widok ogólny na cmentarz w Berezowicy Małej
Exodus
Większość berezowiczan schroniła
się w Tarnopolu. Wielu miało tam
rodziny i znajomych. Wkrótce za-
częło się oblężenie i zdobywanie
miasta przez Sowietów.
- Sowieccy żołnierze padali jak mu-
chy, a Niemcy zmuszali Polaków do
grzebania ich - opowiada Włady-
sław Kubów. - Miasto było bombar-
dowane z samolotów, ostrzeliwa-
ne przez artylerię i czołgi. Bomba
zniszczyła cały nasz dobytek: konie,
krowę, sanie, worki ze zbożem i
mąką, a także rower - dodaje.
Walka o Tarnopol trwała pięć tygo-
dni. Poszczególne dzielnice prze-
chodziły z rąk do rąk.
- Do naszej piwnicy wpadali raz
zdyszani Niemcy, a za chwilę Ro-
sjanie - opowiada Kubów. - Prze-
pędzali nas z dzielnicy do dzielnicy.
Głód nieraz zaglądał nam w oczy.
Po zajęciu Podola przez Armię
Czerwoną niedobitki berezowiczan
wróciły w rodzinne strony. Ukraiń-
skie bandy jakby przycichły, ograni-
czając się do sporadycznych napa-
dów. Burza rozpętała się pod koniec
1944 roku. W listopadzie dokonano
napadu na pobliską polską wieś
Gontowa, dokonując masowej rzezi
jej mieszkańców. Wśród Polaków
narastała groza i strach. Berezowi-
czanie bali się nocować w domach.
Coraz zimniejsze noce spędzali w
lasach lub u zaufanych ukraińskich
sąsiadów.
W listopadzie w biały dzień dokona-
no mordu, który wstrząsnął polską
społecznością Berezowicy Małej.
- Stałam przy oknie, patrząc na ulicę
- wspomina Maria Kozibroda. - Ko-
goś prowadzą, a on tak głośno prosi
ich i błaga o życie. To był Franek
Kubów. Powiesili go na krzaku bzu.
Dnia 14 grudnia ukraińscy bandyci
w niezwykle okrutny sposób zamor-
dowali sołtysa Pawła Wiśniowskie-
go i Piotra Kubowa. To był przeło-
mowy moment.
- Ludzie powiedzieli, że jak zabili
Piotra i Pawła, to trzeba uciekać -
wspomina Maria Kozibroda. - Ucie-
kliśmy do Tarnopola, gdzie czekała
Polski orzeł
Nocą, gdy zmęczeni mieszkańcy
Berezowicy Małej pogrążyli się już
we śnie, od północy furmankami i
saniami nadciągnęli banderowcy.
Było ich kilkuset. Wprawieni w
rzeziach na Wołyniu podchodzili w
ciszy, starając się wykorzystać ele-
ment zaskoczenia.
Napad zaczęli od wymordowania
mieszkańców przysiółka położone-
go kilometr od wsi. Zabijano bez
jednego wystrzału. Piotra Szewczu-
ka przerąbano siekierami na trzy
części. Wdowę Katarzynę Tomków
i jej siedmioro dzieci zakłuto ba-
gnetami. Janowi Nowakowskiemu
cięciem siekiery w usta przerąbano
głowę. Zginął też najbliższy sąsiad
Nowakowskiego - Józef "Słunka",
a także jego matka i siostra. Śmierć
poniosła także nieomal cała rodzina
Kurylczuków, która tego akurat dnia
zebrała się w komplecie, by pocho-
wać zmarłą w połogu żonę Włady-
sława Kurylczuka. Jego trzyletniego
synka Ukraińcy nabili na bagnet i
wijącego się z bólu unieśli do góry,
a gdy dziecko machało rękoma,
śmiali się, że to polski orzeł.
Rzeź w przysiółku przeżyła tyl-
ko szwagierka Kurylczuka, którą
siedem razy pchnięto bagnetem, a
także przeoczona przez rezunów có-
reczka Nowakowskich. Oprawcom
zdołał wyrwać się również Włady-
sław Kurylczuk. W koszuli i kale-
sonach, po pas w śniegu dobiegł do
wsi, wszczynając alarm.
Napis na krzyżu w Berezowicy Małej, poświęcony polskim mieszkańcom oiarom mordu UPA
już polska delegacja, która wyrobiła
nam karty ewakuacyjne...
Nie lepiej postępowała również ze
swoimi rodakami. Niestety, dziś
trwa proces oczyszczania UPA ze
zbrodniczej przeszłości. Usiłuje się
na trwałe przypisać tej organizacji
miano "partyzantki" czy formacji
narodowowyzwoleńczej. Zdaniem
licznych historyków, a także kreso-
wian, stanowi to nadużycie i zakła-
mywanie prawdy historycznej. Jest
to niedopuszczalne zarówno przez
wzgląd na oiary banderowskich
zbrodni, jak i na pamięć prawdzi-
wych bohaterów walczących w par-
tyzantce narodowowyzwoleńczej,
którzy przecież z mordowania star-
ców, kobiet i dzieci nie czynili me-
tody walki.
- Widzę głęboki sens w powracaniu
do tych spraw - uważa o. prof. Mie-
czysław Krąpiec. - Trzeba ujawniać
i piętnować zbrodnie UPA, aby już
się nie powtórzyły. Ukraina powin-
na sama zdobyć się na potępienie
bandytów spod znaku UPA, a nie
stawiać im pomniki i poświęcać uli-
ce - dodaje ojciec profesor.
Niepotępiony terror
- Moi przodkowie żyli na tych zie-
miach przynajmniej od 1608 r. -
mówi o. prof. Mieczysław A. Krą-
piec. - Do tej pory są zachowane
księgi paraialne, gdzie to można
prześledzić. Najbliższa polska pa-
raia była wtedy w Podkamieniu
oddalonym o 28 km od Milna, skąd
pochodziła moja rodzina. Tak zresz-
tą jak i pozostała ludność polska za-
mieszkująca te ziemie nie byliśmy
jakimiś emigrantami. Na Kresach
byliśmy u siebie.
Zdaniem o. prof. Krąpca, na Kresach
doszło do celowej, zorganizowanej
eksterminacji Narodu Polskiego
na ogromną skalę. Świat wiedział
o tym ludobójstwie, lecz milczał.
Dokonując bezkarnych czystek et-
nicznych, nacjonaliści ukraińscy
dowiedli, że jest to skuteczny spo-
sób osiągania celów politycznych.
Tym samym przetarli drogę współ-
czesnym formom terroryzmu, które
dopiero dziś po zaatakowaniu Sta-
nów Zjednoczonych spotkały się z
radykalnym potępieniem.
Ukraińska Powstańcza Armia była
typową organizacją terrorystycz-
ną w dzisiejszym rozumieniu tego
pojęcia. Świadczą o tym choć-
by makabryczne rzezie bezbron-
nej ludności polskiej na Kresach.
Wspólna mogiła
Bracia Kubowowie wrócili do Be-
rezowicy nazajutrz rano. Przywitał
ich swąd spalonych ciał i tlące się
pogorzeliska. Obok domu dostrzegli
ojca pochylonego nad zwęglonymi
zwłokami leżącymi w śniegu. Oka-
zało się, że szukał synów...
- Gdy szliśmy przez wieś, wszę-
dzie widzieliśmy trupy i zgliszcza
- wspomina po latach Władysław
Kubów. - Przed swoim domem leżał
zakłuty Jan Szymków, ojciec nasze-
go kolegi Tadzika. Niektóre zwłoki
były tak spalone, że nie sposób było
ich zidentyikować.
Adam Kruczek, Nasz Dziennik,
2003-02-20
Zdjęcia
http://pl.wikipedia.org/w/
index.php?title=Plik:Berezowi-
ca_mala_cmentarz2.jpg&filetime-
stamp=20090126174336
Riżut, riżut
- Riżut, riżut - krzyczał co sił, prze-
Kresowy Serwis Informacyjny - 1 lutego 2012 - strona 5
Plik z chomika:
boromir45
Inne pliki z tego folderu:
braki.txt
(0 KB)
numer00.pdf
(4828 KB)
numer01.pdf
(2472 KB)
numer02.pdf
(7579 KB)
numer04.pdf
(18695 KB)
Inne foldery tego chomika:
Dokumenty
Emulatory
Galeria
Gamebase
Komiksy
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin