13_cz1_09. Michał 'Veron' Tusz - Trzynastka V.pdf

(454 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
ROZDZIAŁ 9
Michał ‘Veron’ Tusz
Trzynastka, część 5
857156979.002.png
Samochód podskakiwał na nierównej drodze, Ariel wsłuchiwał się
we własny oddech, który z każdą minutą przyspieszał i stawał się niemal
niezauważalnie płytszy. Zamknął oczy i zacisnął zęby, na poły próbując
odnaleźć w sobie odrobinę spokoju i powstrzymując narastające mdłości.
Niektóre z jadących z nimi dziewcząt nie wytrzymały i zwymiotowały. Czy
to ze strachu, czy z powodu nieprzyjemnie bujającego auta? A czy to
ważne? Odtąd bardziej istotny był unoszący się w ciasnym samochodzie,
duszący i nieprzyjemny zapach.
Opowieść starego Mikołaja była poruszająca, ale niespecjalnie
dodawała otuchy. Okazało się, że Mikołaj i Krzysztof znali się z córką
niesławnej „Minister Wojny”, jak zwykło się dawno temu nazywać Arlettę
Novac, lecz tak naprawdę nigdy nic między nią a tym drugim nie zaszło.
Nie wiedzieli też, gdzie była teraz Eliza, co robiła, jak żyła. Była jednym z
samotników przemierzających pustkowia postapokaliptycznej Polski, gdy
któregoś razu wspomogła małą wioskę na zachodzie w odparciu ataku
bandytów. Tak się złożyło, że zarówno Mikołaj jak i Krzysztof stamtąd
pochodzili. Dziewczyna o dojmująco smutnych oczach, jak określił ją
starzec, wykazała się nie lada odwagą i walecznością. Bandyci zostawili
wioskę w spokoju, a Krzysztof i Mikołaj ruszyli z Elizą w Polskę. Kobieta
porzuciła ich, gdy zdecydowali się dołączyć do Kiboli. Od tamtego czasu
nie spotkali jej ani więcej o niej nie usłyszeli.
(Słuchając opowieści, Ariel zauważył też kilka nieścisłości z faktami
historycznymi, o jakich uczyli ich w schronie. Zwalił to jednak na karb
dezinformacji – zarówno współczesnej, jak i tej sprzed trzydziestolecia.
Potężna to broń, z której wielu czyniło swój najważniejszy oręż.)
Praca dla Kiboli szybko okazała się dla Krzysztofa i Mikołaja
rozczarowaniem, gdy na jaw wyszły ambicje ich dowódcy, Kajetana. Był
on synem Włodzimierza Webera, legendarnego, przedwojennego
dowódcy Kiboli, prowodyra ogólnokrajowych zamieszek tuż przed Dniem
Załamania; znanego zwłaszcza z zamachu na papieża Jana XXIV;
pierwszej i ostatniej ofiary wznowionej kary śmierci tuż przed wojną.
Według Mikołaja i Krzysztofa w Kajetanie było tyle nienawiści, że mógłby
nią podwójnie obdarzyć wszystkich ocalałych z wojny Polaków. Oni sami
nie brali udziału w „akcjach”, czyli „pacyfikowaniu” pustkowi. Stanowili
głębokie zaplecze gangu, który liczył ponad setkę ludzi, byli „chłopcami
na posyłki” lub „od zamiatania”. Nie mogli, nie potrafili się wyrwać. Bali
się zemsty.
857156979.003.png
Dłużący się czas wypełniała paplanina Mikołaja, która raczej nie
niosła ze sobą nic wartościowego. Od czasu do czasu Krzysztof mruknął
pod nosem coś w stylu „ucisz się wreszcie” albo „zamknij się, i tak nikt cię
nie słucha”, ale na starca z brodą to nie działało. Mamrotał, śmiał się,
machał rękoma. I gadał. Bez przerwy gadał. Ariel szczerze kibicował
Krzysztofowi, by jego wtrącenia wreszcie poskutkowały.
Temat żywego monologu Mikołaja ponownie zszedł na Kajetana
Webera, przywódcę Kiboli.
– To bardzo osobliwy człowiek. Zły, to prawda, ale przynajmniej ma
jakąś wizję. Za to należy mu się podziw. No, może nie podziw, ale
szacunek. No... może nie szacunek, ale chociaż respekt...
– Respekt... – prychnął Krzysztof. – Jaką podstawę widzisz dla tego
respektu? Broń przyłożoną do skroni?
Mikołaj nie odpowiedział od razu.
– Nie. Siłę przetrwania.
– Co? – Krzysztof spojrzał na niego z głębokim zdumieniem
wymalowanym na twarzy.
– No, tak – odparł Mikołaj swoim beztroskim tonem. – Po wojnie
przetrwanie stało się sensem życia. Nie ma już innego celu. Kajetan to z
jednej strony zły człowiek, ale z drugiej – jednostka wybitna. Potrafił
zastąpić wolę przetrwania innym celem. Wskażcie mi drugą osobę, która
dokonała czegoś podobnego...
Arielowi stanął przed oczyma pokoik Ryszarda Milowicza i
wpatrzone w niego bystre, lecz cierpiące oczy dawnego premiera Polski.
– ...ja nie znam takiej – kontynuował Mikołaj. – Siła przetrwania
jest zdumiewająco ogromna. On ją przezwyciężył. Z tego tylko powodu
jego działanie – straszne, to prawda, ale w jakiś sposób niepozbawione
wielkości – wzbudza we mnie coś na kształt szacunku. Takie jest moje
zdanie.
Krzysztof spoglądał na niego z niesmakiem, kręcąc głową.
– Wiesz, co ja myślę? Że tobie faktycznie odbiło... Kajetan to wirus,
rozumiesz? Wirus – powtórzył dobitnie. – Wiesz jak działa wirus?
Wkracza na cudze terytorium, zabija wszystko, co żywe, i sam umiera. I
wierzę, że taki właśnie czeka go koniec. Bo władza zabija – zwłaszcza
tych, którym jej brak. A w obozie już zaczyna buzować...
857156979.004.png
– Skończy się tak jak za poprzednim razem – wszedł mu w słowo
Mikołaj. – Kajetan nie jest głupi. Dobrze wie, co się dzieje. A jeśli nie wie,
to wkrótce się dowie.
– Najciemniej pod latarnią – odparł Krzysztof.
– Nie pod tą.
– Zapamiętaj sobie – spadanie przypomina latanie. Ale do czasu. A
on dźgnie się w kark swoim własnym żądłem jak skorpion, któremu grozi
śmiertelne niebezpieczeństwo.
– Fiu, fiu, ależ metafora – zagwizdał Mikołaj. – A coś ty taki
pewien, że Kajetan straci władzę, hm? Wiesz coś, czego ja nie jestem
świadom?
Krzysztof skinął nieznacznie głową, ni to zaprzeczając, ni
potwierdzając.
– Czuję to.
– Więc podziel się swoimi przeczuciami, co? Zapoznaj nas z wizjami
swego szóstego zmysłu.
– Cierpliwości. Sam się przekonasz, że mam rację. Kiedyś się
przekonasz.
Nagle samochód gwałtownie zahamował. Siedzący wewnątrz
poruszyli się niespokojnie. Usłyszeli głosy na zewnątrz. Tylne drzwi
otwarły się z hukiem, światło oślepiło przymusowych pasażerów.
– Panienki wysiadać – zakomunikował znajomy Kibol w chustce. –
No już! – powtórzył, unosząc broń, gdy żaden z więźniów nie poruszył się
choćby o milimetr.
Dziewczęta zaczęły powoli dźwigać się na nogi i po kolei opuszczały
pakę. Każdą lider bandytów odprowadzał wzrokiem z lubieżnym
uśmiechem na mordzie, a na zewnątrz witały je gwizdy i wulgarne słowa.
– A dla panienki Katarzyny specjalne zaproszenie? – powiedział,
gdy zauważył, że Oliwia nie ruszyła się z miejsca. Dziewczyna
rozpaczliwie wszczepiła się w ramię Daniela, który wyprostował się i łypał
groźnie na Kibola. Sama zaś ze łzami w oczach spoglądała na Ariela,
kręcąc nieznacznie głową.
– Czy to konieczne?... – zaczął, ale bandyta przerwał, kierując na
niego lufę broni:
– Ktoś cię pytał o zdanie?
Ariel zamilkł. Był bezradny.
– Zapraszam – wycedził, przenosząc wzrok na Oliwię.
Dziewczyna wstała, to samo zrobił Daniel.
857156979.005.png
– Siadaj, gruby – rozkazał Kibol w chustce.
Daniel ani myślał posłuchać. Bandyta nagle wycelował w jego nogi i
strzelił. Ariel cofnął się odruchowo. Oliwia krzyknęła. Daniel osunął się
na podłogę.
– A ty wyłaź! – warknął Kibol, brutalnie wyciągając Oliwię na
zewnątrz. Dziewczyna potknęła się, ale szybko pozbierała i podbiegła do
pozostałych przerażonych dziewcząt.
– Dosyć tych ciuciubabek! – krzyknął Kibol w chustce. – Kajetan
czeka na dziewczyny i ja przy okazji też. Zabierać je! A my jedziemy. Po
drodze zajrzymy jeszcze do Kluczborka...
Bandyci zatrzasnęli drzwi do auta. Dopiero wówczas Ariel pochylił
się nad Danielem. Kapłan i Dziadek również przy nim kucnęli. Obejrzeli
ranę. Daniel dostał dokładnie w kość piszczelową. Całe szczęście nie
krwawił mocno, ale z pewnością ból był nie do zniesienia. Choć i tak po
tym potężnym chłopisku niewiele widać było cierpienia. Gdy pomagali
mu usiąść prosto i zakładali prowizoryczny opatrunek, zaledwie drobny
grymas wykrzywił mu twarz. Z pewnością napędzana wściekłością
adrenalina jeszcze zbyt silnie buzowała mu w żyłach.
Ariel czuł się podobnie. Niemoc, z jaką przypatrywał się porywaniu
jego przyjaciółki była jednym z najgorszych doświadczeń, jakie dotąd
przeżył. Czuł, że byłby zdolny zabić Kibola w chustce. Nie przestraszył się
tej myśli. Był gotów na wszystko.
Samochód ponownie ruszył. Tym razem Mikołaj miał na tyle taktu,
że siedział w milczeniu. Pozostali ze Schronu Numer Dziewięć byli
przygnębieni.
Jazda trwała, a pasażerowie furgonetki Kiboli popadli w dziwną
apatię. Ogarnęło ich męczące znużenie. Monotonia wżynała im się w
głowy. Ariel wsłuchiwał się w własne myśli, lecz nie mówiły nic
konkretnego. Pojedyncze obrazki pojawiały mu się przed oczyma.
Wydarzenia ostatnich tygodni.
Nie był na to przygotowany. Szybka śmierć połowy ekspedycji
wstrząsnęła nim. Jeszcze bardziej utrata przyjaciół – Rudego, Davida.
Spotkanie z Andrzejem Niewolskim i Ryszardem Milowiczem. I Oliwka.
Poczuł wszechogarniające zmęczenie. Odpływał. Chciał, żeby to wszystko
już się skończyło. Chciał wrócić do domu. Ale gdzie ten dom? Nieważne.
Chciał spać, tylko tego tak naprawdę pragnął...
857156979.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin